Dzisiejszy wpis stanowi wstęp do jutrzejszego wspólnego gotowania z żywiołowymi kobietami. A grono kucharzących coraz bardziej się powiększa :) Zaczynałyśmy w czwórkę jako Drużyna A, przeszłyśmy przez Kapitana Planetę (pięć żywiołów - u nas kulinarnych) i dotartłyśmy aż do momentu kiedy jest nas już sześć.... Mam nadzieję, że nie skończy się jak powiedzenie "Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść" ;) Ale o tym jutro :)
Za to teraz zapraszam na domową pastę harissa. Wśród wspólnie gotujących mój żywioł stanowi chilli, więc ta pasta jest jak moje kulinarne wcielenie :) Polecam szczególnie amatorom ostrych smaków!
Domowa HARISSA
przepis pochodzi ze strony mideastfood.about.com
(na 6 łyżek stołowych pasty, czyli ok. 100ml)
Składniki:
24 suszonych papryczek chilli (u mnie to małe papryczki, więc podwoiłam porcję)
3 ząbki czosnku
1/2 łyżeczka soli
2 łyżki oliwy
1 łyżeczka mielonej kolendry
1 łyżeczka mielonego kminku
1/2 łyżeczki kminu
Przygotowanie:
Namoczyć suszone chilli w gorącej wodzie przez 30 minut, osączyć, usunąć szypułki i nasiona (osobiście zostawiam nasiona, ponieważ harissa ma miec moc). Do blendera włożyć namoczone chilli, przeciśnięty przez praskę czosnek, sól i oliwę z oliwek, miksować ć do uzyskania gładkiej masy (ja jednak wolę, gdy pasta jest chropowata i zawiera jeszcze kawałki papryczek lub nasion). Dodać kolendrę, kminek i kmin, dokładnie wymieszać.
Smacznego!
***
Przepis bierze udział w akcji "Festiwal kuchni arabskiej" Panny M.
Pozdrawiam ciepło!

Hmm..a jakby tak zapasteryzować to może można by ją dłużej przechowywać, jak myślisz? Bardzo lubię harissę, wiec przepis bardzo mnie zaciekawił :)
OdpowiedzUsuńAbsolutnie najlepszą harrisę dostałam od koleżanki po jej wakacjach w Tunezji, ale skoro nikt się tam teraz nie wybiera, to trzeba by zrobić ją w domu :) Zapisuję przepis :)
OdpowiedzUsuńten przepis jest rewelacyjny;) sama chyba muszę zakupić papryczki i ususzyć bo po harissie nie ma już u mnie śladu niestety
OdpowiedzUsuńuściski!
Lubimy z mężem takie "ostrości" w kuchni . Fajna pasta, napewno piekielnie ostra!
OdpowiedzUsuńEscapade Gourmande, wiesz że nie wiem, czy ktoś wpadł na pomysł pasteryzacji, ale z pewnością warto wypróbować :)
OdpowiedzUsuńTili, harissa z Tunezji to u nas też już wspomnienie, więc zrobiłam domową wersję :) Ostrrrrra jest, i to jak!
Panno M., genialnie prosty do tego! Takie domowe pasty nie mają sobie równych, no może tylko te oryginalne :)
Monica, jeśli lubicie ostre to spróbujcie tej pasty! Na pewno Wam się spodoba :)
Pozdrawiam ciepło!
Podoba mi się to, że taka przyprawę można skomponowac w domu:)
OdpowiedzUsuńOstatnio poszłam na bazar w celu nabycia chilli. Pamiętam że ktoś kiedys mi mówił, ze im mniejsze tym ostrzejsze. Nabyłam miniaturki, w domu coś tam przyrzadzałam, kroiłam chilli i oczywiscie umyłam rece po wszystkim! Jednak byla tak hardcorowa, ze w jakis sposob pozostala na skorze, a ze ja mialam katar, szybko dostała sie do nosa i niemilosiernie piekła 2 h...
OdpowiedzUsuńTo taka anegdotka :D
a co do domowej harissy.. Bardzo w moim guście bo uwielbiam intensywne smaki, ale gdy bede robic postaram sie bardziej uwazac :)
pozdrawiam,
Szana :)
co za smaki...:)
OdpowiedzUsuńOd patrzenia w język szczypie:), ale jak przyjemnie:)
OdpowiedzUsuńWiosenko, można :) I do tego jej ostrość można regulować wg uznania :)
OdpowiedzUsuńSzano, to ja tak miałam przy okazji zupy tom yum.... piekło oko jak nie wiem co. Od tamtej pory uważam przy kontakcie z chilli, zwłaszcza przy tych najmniejszych :)
Aga, maksymalnie północno afrykańskie :))
Aniu, szczypie tak, że włosy rosną ;) Ale jeśli ktoś lubi takie klimaty, jak ja, to ta pasta jest dla niego!
Pozdrawiam ciepło!
Nie wiedziałam,że mogę przygotować harrisę w domu! Super przepis! Już nie mogę się doczekać jak go wypróbuję;)Na samą myśl mam uśmiech od ucha do ucha;)
OdpowiedzUsuń