sobota, 31 grudnia 2011

Kolejny rok za nami!


Moi Kochani,
szybko zleciał, - nawet nie wiem kiedy - ten 2011 rok! Dopiero, co się zaczynał Sylwestrem w Górach, kuligiem z pochodniami i najlepszymi nalewkami jakie do tej pory piłam... A tu już kolejny rok puka do drzwi. No nic, wypada go wpuścić i pozwolić pokazać 2012, co przyniesie :)) Mam nadzieję, że będzie pysznie!

Życzę Wam, 
aby nadchodzący rok był dla Was równie dobry co ten, a nawet lepszy! 
aby wszystkie Wasze plany i marzenia się spełniły
aby postanowienia noworoczne (o ile czynicie takowe) doczekały się realizacji!

A gdy zegar wybije północ i wystrzelą korki szampana przytulcie najbliższą Wam osobę, uśmiechnijcie się, dajcie buziaka i życzcie Jej/Jemu 
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

Ewelina

***

PS1. Sylwestra zaczęliśmy od nalewki z pigwy mojej mamy.


PS2. U mnie dzisiaj spadł śnieg. Znów cieszyłam się, jak dziecko na jego widok :D

czwartek, 29 grudnia 2011

Na skostniałe dłonie. Rozgrzewająca zupa. A to feler... toż to seler!

 
Skostaniałe dłonie.
Chwila relaksu w kuchni.
Kubek w dłoniach.
Na ogrzanie.
Gorąca zupa.
Na odegnanie złych myśli.
Na dziś po prostu.

  

ZUPA SELEROWO-POROWA z chipsami z boczku i solą selerową
inspiracja M. Disslowa "Jak gotować" - przepis na zupę selerową, T. Jakubiak - sól selerowa
(na 4 porcje)

Składniki:
450g selera
100g pora (białych części)
1 cebula
750ml bulionu warzywnego
2 łyżki oliwy truflowej
2 gałązki tymianku (użyłam suszonych)
sól
biały pieprz

do dekoracji:
liście z 1 gałązki selera naciowego (plus cztery liście)
1 łyżka soli gruboziarnistej
4 plasterki boczku

Przygotowanie:
Selera obrać i pokroić w grubą kostkę. Pora pokroić w grube talarki, dokładnie opłukać i oszuszyć na durszlaku. Cebulę obrać i pokoić w kostkę. W rondlu rozgrzać oliwę i dodać cebulę, lekko zeszklić, dodać pozostałe warzywa i dusić na małym ogniu przez 10 minut, co jakiś czas mieszając. Dodać tymianek, dusić przez kolejne 5 minut.. Wlać bulion i doprowadzić do wrzenia, gotować na małym ogniu przez 30 minut (odlać 2 łyżki bulionu). Całość zmiksować blenderem i/lub przetrzeć przez sitko.

Plasterki boczku pokroić na 3 równe części. Wyłożyć je na rozgrzaną patelni i uprażyć na chrupko. Następnie osączyć na lnianej ściereczce lub papierowym ręczniku. Na patelnię po boczku wlać odlany wcześniej bulion, wymieszać i przelać do zupy, całość dokładnie wymieszać. Doprawić solą i pieprzem do smaku.

Do moździerza włożyć liście selera naciowego i sól, dokładnie utrzeć (sól powinna się zabarwić na zielono).

Gorącą zupę nalewać do kubków lub głębokich talerzy. Udekorować chipsami z boczku i liśćmi selera oraz lekko oprószyć solą selerową.

Smacznego!

 

piątek, 23 grudnia 2011

Bożonarodzeniowe życzenia.



Kochani,
życzę Wam spokojnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia.
Aby wszystkie smutki i waśni w te szczególne dni poszły w zapomnienie,
a Wasze serca przepełniała jedynie radość.
Aby przy świątecznym stole nie zabrakło rozmów i kolędowania. 
Aby wszystko to, o czym skrycie marzycie spełniło się w nadchodzącym roku.

Po prostu Wesołych Świąt!
EVE

 

Przepis na pierniczki ze zdjęć znajdziecie u Doroty

Wesołych i smacznych Świąt!

środa, 14 grudnia 2011

Alzacja. Kieliszek wina i kuchnia. Warsztaty.


Długo zbierałam się do napisania relacji ze spotkania "Alzacja na talerzu i w kieliszku". Zawsze tak mam z relacjami, recenzjami. Nie czuję się w nich najlepiej, więc pewnie dlatego tak się z nimi zawsze ociągam. Nie mogąc dzisiaj spać wstałam o godzinie 3 nad ranem (sic!), zabrałam się za pieczenie chleba na pracową Wigilię i przy okazji oczekiwania wyrośnięcie bochenków popełniłam ten post. Wybaczcie mi błędy, które mogą się w nim pojawić w związku z wczesną porą.

Nigdy nie umiem zrobić na warsztatach dobrych zdjęć - wiem złej baletnicy to i rąbek u spódnicy... - ale już tak mam. Jeśli chcecie popatrzeć na piękne zdjęcia zrobione podczas warsztatów to zapraszam do Eweliny :) Ja swoje stworzyłam w domowym zaciszu, w spiżarce na zamrażalce (sic!), idealne studio jak dla mnie :) Może wino czuło się tam nie na swoim miejscu, ale wiązka tymianku już nie miała tego problemu :)


Data spotkania: 8 grudnia 2011
Godzina spotkania: 19.00 (choć pod wpływem chwilowego zaćmienia umysłu sądziłam, że o 18.00)
Miejsce spotkania: salon Miele, ul. Gotarda 9 w  Warszawie
Uczestnicy: Ewelina (vel Polka), Monika W., SzeLLka, Monika L., Małgosia, Gosia (vel Oczko), Agata z sympatyczną koleżanką Sylwią, Magda, Joanna, Marta, Zuzanna i Ola (obie przyprowadziły ze sobą męski pierwiastek, czyli swoich mężów) oraz Państwo Barbara i Piotr Adamczewscy, no i ja.

Od razu na wstępie... 
Organizatorom należą się podziękowania za zaproszenie i wielkie brawa za stworzenie niesamowitej atmosfery! Było wspaniale :) 


Co po tym spotkaniu mogę powiedzieć Wam o alzackich winach? Szczerze... to dzięki Bogu za notatki od organizatorów :)

W Alzacji nazwa wina nierozerwalnie związana jest z odmianą winorośli, z której jest zrobiona. W regionie tym mamy do czynienia z ich siedmioma odmianami:
  1. SYLVANER - Lekkie i orzeźwiające wino. Do połączenia z owocami morza, rybami, wędlinami, bigosem, galaretką mięsną czy śledziami.
  2. PINOT BLANC - Delikatne. Do połączenia z wędlinami, gotowanymi i duszonymi rybami, serami kozim  lub fondue.
  3. RIESLING - Wino o wytrawnym i  delikatnym smaku owoców. Do połączenia z rybami, skorupiakami czy owocami morza, białymi mięsami lub z pierogami z kapustą i grzybami [To połączenie dla mnie do tej pory nieznane. Pierogi popijane winem, muszę spróbować! Nie będzie to trudne bo to wino pojechało ze mną do domu :)]
  4. MUSCAT D'ALSACE - Bardziej wytrawny od śródziemnomorskich odpowiedników, o zapachu świeżych owoców. Do połączenia ze szparagami i wędzonym łosiem. Jednak jego obecność na stole uprzyjemni nie tylko oczekiwanie na posiłek jako aperitif, ale również letnie przyjęcia.
  5. TOKAY PINOT GRIS - Potrzymajcie to wino trochę w ustach i dajcie mu dojrzeć... nabrać właściwego smaku. Na jego złożoność smaku tego wina składają się aromaty runa leśnego, czasem lekko wędzony zapach. Do połączenia z foie gras, dziczyzną, białymi mięsami, pierogami z grzybami czy pasztecikami.
  6. PINOT NOIR - Jedyny szczep wina w Alzacji, który daje różowe lub czerwone wino. W smaku przypomina wiśnie. Do połączenia z czerwonymi mięsami, dziczyzną, wędlinami, kozimi serami, pieczoną wołowiną i szaszłykami.
  7. GEWURZTRAMINER - O mocnym aromacie owocowym, kwiatowym lub korzennym. Do połączenia z pikantnymi serami, deserami i ciastami owocowymi. Zdecydowanie do wypróbowania latem do owocowych deserów.
Czymś, co na pierwszy rzut oka pozwoli na sklepowej półce odróżnić wino z tego regionu jest butelka nazywana "fletem alzackim".  O jaki kształt konkretnie chodzi, możecie zobaczyć na jednym ze zdjęć powyżej.

W trakcie warsztatów miałam okazję próbować kilku win, ale w ferworze kuchennej walki skupiałam się na  otaczających mnie ludziach i składnikach, a nie na nazwie wina (niestety!). Z tych, które udało mi się zapamiętać na pewno smakują mi odmiany Muscat d'Alsace (serwowane jako pierwsze) i Riesling (tego dostałam do domowej degustacji).

Pamiętajcie jednak, że w winie najważniejsze jest to, żeby Wam smakowało... próbujcie i szukajcie swoich smaków :) 


Jak przystało na typową kulinarkę większość wieczoru spędziłam przy kuchennej wyspie. A to żartując z uczącym nas gotować Tomkiem Jakubiakiem, a to wyjadając krewetki prosto z woka razem z Eweliną (vel Polką), Moniką W., Moniką L. i Małgosią M. Podczas nakładania kolejnych potraw na talerze nie brakowało śmiechu i komentarzy, takich jak "gicz-bitch", czy "te małże wyglądają jakby się opalały na plaży". Wrażenia prawdziwie bezcenne! 

Jak dla mnie mistrzostwem wieczoru była gicz cielęca duszona z gruszką, szalotką w białym winie i demigals cielęcym, które zostało podane razem z sałatką polaną winegretem z orzechów laskowych i pomidorów. Mięso delikatne, rozpływające się w ustach, aromatyczne. Po prostu kulinarne och i ach! Stałam i wyjadałam prosto z brytfanny :)

W menu znalazły się również:
* krewetki w sosie pomidorowym z fenkułem, selerem naciowym i czarnymi oliwkami... no i oczywiście białym winem. Podejrzewam, że część swojego fantastycznego  smaku zyskały przez wyjadanie palcami prosto z woka :) 
* grillowane małże św. Jakuba podawane na musie winno-jabłkowym z selerową solą - delikatne, a mus jabłkowy z nutą szafranu i limonki, mniam!
* mule duszone w białym winie z kiełbasą chorizo, pikantną papryką i serem Manchego - sos wspaniały,  niezwykle aromatyczny dzięki chorizo i kiełbasie palcówce, 
* kiełbaski jagnięce (tak mi się przynajmniej wydaje) z białą fasolą, zieloną papryką, boczniakami i oczywiście winem :) -  idealnie dobrane składniki, żaden nie dominuje, a całość tworzy jeden harmonijny smak,
* owoce zapiekane pod koglem-moglem z winem i wanilią - pyszne ukoronowanie całego spotkania.

czwartek, 8 grudnia 2011

Lekko pieprzne pierniczki. Różowy i czarny pieprz. Pigwowy lukier.


Witajcie po przerwie! 

Zaniedbywałam Was ostatnio trochę. No dobrze, zaniedbałam Was bardzo. Nawet zdjęcie główne bloga już nieaktualne. Sezon na dynię dawno już skończony. Teraz jednak wracam i od razu naprawiam swoją nieobecność przepisem na cudowne ciasteczka. Idealne na te długie wieczory, które już jakiś czas temu nastały.


Wczoraj w końcu w Śródmieściu padał śnieg. Idąc do pracy złapałam jeden, cudownie mokry bardzo szybko zniknął rozpuszczając się na dłoni. Sięgnęłam po kolejny i kolejny... aż żal było wchodzić do budynku. A wieczorem robiąc sobie herbatę przed snem, jak dziecko cieszyłam się widząc białe płatki za oknem. 

Uwielbiam obserwować, jak śnieg tańczy w świetle latarni.
Uwielbiam, jak w mroźny dzień skrzypi pod butami.
Uwielbiam, jak jest lepki i można z niego lepić śnieżki i rzucać się nimi jak dzieci.
Uwielbiam, jak można się na nim położyć i robić aniołki.

Tak, przyznaję się bez bicia, że uwielbiam śnieg! Nie wyobrażam sobie zimy czy świąt bez niego. To dla mnie absolutny must have Świąt. 

Moje dzisiejsze pierniczki jakby trochę takim śniegiem/szronem oprószone. Szron (niektórzy powiedzą lukier) nietypowy, bo nie na wodzie, a na pigwówce. Smak nalewki fajnie się komponuje z  różowym pieprzem, który ma lekko cytrynowy smak.


*****

Przepis idealnie pasuje do Festiwalu Pierniczków, który w tym roku prowadzi MajanaZapraszam Was do niej po pyszne inspiracje nie tylko tegoroczne, ale również z ubiegłych lat.



PIEPRZNE PIERNICZKI Z PIGWOWYM LUKREM
przepis pochodzi z bloga LondonEats
(na 25 sztuk)

Składniki 
* na pierniczki:
125g miodu (użyłam gryczanego)
50g brązowego cukru
25g masła
225g mąki
50g mielonych migdałów
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 jajko
2 czubate łyżeczki przyprawy do piernika (u mnie ta od Polki)
6 ziarenek czarnego pieprzu

* na lukier:
200g cukru pudru
4 łyżki pigwówki

do dekoracji
ziarenka różowego pieprzu


Przygotowanie:
Do małego garnka wlać miód, dodać cukier i masło, lekko podgrzewać aż cukier się rozpuści. Odstawić na chwilę. W tym czasie w dużej misce wymieszać mąkę, mielone migdały, sodę, przyprawę i pieprz. Następnie stopniowo dolewać masę miodowo-maślaną i dokładnie wymieszać (ja sobie pomagam mikserem). Na końcu dodać jajko i ponownie wymieszać [ciasto będzie gładkie, ale lepiące się]. Nabierać po czubatej łyżeczce ciasta i omączonymi rękami formować kulki. Tak przygotowane pierniczki układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Ciastka należy lekko spłaszczyć dłonią przed włożeniem do piekarnika. 

Piec przez 10-12 minut w piekarniku rozgrzanym do 175 stopni, aż zaczną lekko brązowieć. Odstawić na kratkę do ostygnięcia.


Teraz pora zająć się lukrem. Do miski przesiać cukier puder, dodać pigwówkę i dokładnie wymieszać, aż powstanie jednolita masa. Maczać każde ciastko w lukrze i przenosić na kratkę do zastygnięcia. Rozkruszyć odrobinę różowego pieprzu nad każdym ciastkiem, jeszcze przed zastygnięciem lukru.

Po zastygnięciu lukru ciastka najlepiej włożyć do pudełka i wyjąć po tygodniu. Wtedy są najlepsze. Miękkie, pyszne!

 

Smacznego!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...