środa, 6 sierpnia 2014

Rachel Khoo i spełnianie marzeń. Szybki konkurs.


UWAGA! UWAGA!
Poznajecie tę Panią?

Jeśli lubicie jej przepisy, to zapraszam Was na szybki konkurs.  Do wygrania jest jej książka "Mała paryska kuchnia". Książka jest pięknie wydana, opatrzona pięknymi zdjęciami potraw oraz samej Rachel Khoo. Ich autorem jest nikt inny jak David Loftus, więc pobudzoną pracę ślinianek już podczas oglądania macie zapewnioną.

Rachel w 2007 roku postanowiła spełnić swoje marzenie o studiowaniu cukiernictwa w szanowanej Le Cordon Bleu. Spakowała swoje walizki, pożegnała Londyn i tak oto znalazła się w Paryżu i zaczęła robić w końcu to, co kocha.

A teraz zadanie dla Was. 

Jakie jest Wasze największe marzenie (nie musi być kulinarne), dla którego gotowi bylibyście spakować swoje dotychczasowe życie i zacząć wszystko od nowa?


A teraz kilka słów o zasadach:
1) Konkurs będzie trwać na blogu od 6 sierpnia do 11 sierpnia (do godz. 23:59).
2) Możecie zostawić tylko jeden komentarz. Osoby, które będą komentować anonimowo, proszę o podpisanie komentarza nickiem i adresem mailowym.
3) Wyboru zwycięskiego komentarza dokonam całkowicie subiektywnie :)
4) Wyniki konkursu zostaną ogłoszone na blogu 12 sierpnia (w osobnym poście).
5) Zwycięzcę konkursu proszę o przesłanie swoich danych adresowych (niezbędnych do wysłania książki) do 17 sierpnia (do godz. 23:59) na adres mailowy ewe.wojtasik@gmail.com. W przypadku, gdy dane nie zostaną przesłane w terminie nagroda przypadnie w udziale innej osobie.
6) UWAGA! Nagrodę wyślę tylko w ramach terytorium Polski.

Powodzenia!
 

14 komentarzy:

  1. Ja zrobiłabym to dla W., który aktualnie mieszka w Australii. Mogłabym spakować kilka rzeczy i zamknąć wszystkie aktualne sprawy. Moglibyśmy robić cokolwiek, żeby później spędzać czas nad oceanem! Strasznie za nim tęsknię!

    OdpowiedzUsuń
  2. Największe marzenie: rzucić wszystko na rok i zamieszkać na łodzi. Co noc zasypiać pod pięknym gwieździstym niebem, jakiego nie ma nad żadnym lądem. Na horyzoncie oglądać stada delfinów pozostawiające po sobie rozświetlony plankton. Budzić się blaskiem wschodzącego słońca i wskakiwać do wody po śniadanie. Zwiedzać morza i oceany w najdalszych zakątkach. Być samym ze sobą w kompletnej harmonii i cieszyć się tym co jest teraz... :)
    Pchła ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Może to głupie, ale tak to potrafiłabym chyba tylko dla R. Obecnie wspólne życie, dzielenie wspólnej przestrzeni bez osób trzecich (no wiadomo, potencjalne dzieci to przygarniemy ;) ), wspólne poranki i wieczory, powroty z pracy i gotowanie w naszej kuchni jest na pierwszym miejscu. Nie mogę doczekać się tych chwil.

    A jak już zaczniemy się nudzić, to mogłabym razem z nim przenieść się na drugi koniec świata w celu spełnienia mojego marzenia z dzieciństwa - otworzenia własnej restauracji, no marzenie ewoluowało bardziej na małe bistro.

    OdpowiedzUsuń
  4. Serwus!
    Tak myślę, ale ciężko jest pragnąć tylko dla siebie, kiedy jest się częścią drugiej osoby, lub też kiedy druga osoba jest częścią nas.
    Już raz zostawiłam wszystko dla marzenia: rodzinę, kraj, przyjaciół, wyjechałam daleko i skończyłam studia w języku, który zawładnął mą duszą i chociaż nie było łatwo - udało się! A przy okazji, zupełnie niechcący spełniłam marzenie życia: znalazłam TĄ osobę.
    A największe marzenie tej chwili, to dobra praca dla nas obojga, która pozwoliłaby nam być zawsze razem, bez kilkumiesięcznych rozłąk spowodowanych brakiem środków materialnych.
    Pozdrawiam,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  5. Spełnieniem moich marzeń byłoby życie w Paryżu i gotowanie w jakiejś knajpce. Uczyłam się francuskiego wiele lat i ten klimat, kraj i język bardzo mi odpowiadają. Kocham francuskie piosenki od szlagierów Celine Dion czy Garou ale Jacques Brel czy Joe Dassin również. Myślę, że mój mąż również odnalazłby się tam bez problemu, ma wolny, międzynarodowy zawód.
    Kocham Polskę i życie tutaj, ale dla szansy bycia Paryżanką rzuciłabym swoją stabilną pracę w biurze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej.
    Spakowałabym walizę i zabrała moich chłopaków w nieznane nam miejsce na świecie. Miejsce gdzie smakować można finezyjnych smaków natury, chodzić ścieżkami pełnych radości, uśmiechu, wiary ludzi w drugiego człowieka. Miłości, przyjaźni i pokoju zdała od bólu, trudu i cierpienia...
    Pozdrawiam :)
    Ewa_kornas@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie chciałabym zaczynać wszystkiego od nowa, cieszę się z tego co mam, doceniam każdy dzień, każdą chwilę...spakować bym nas chciała jedynie do własnego domu z ogródkiem - te cztery kąty i kawałek ziemi są moim marzeniem. Tam toczylibyśmy nasze stare, nowe życie...:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Każdy człowiek musi mieć jakieś marzenie. Nawet jeśli jest najszczęśliwszy na świecie, to zawsze marzy o czymś, co uzupełni piękny obrazek jego życia. Jedne marzenia są mniejsze, a inne tak ogromne, a jednak ciężkie do osiągnięcia.
    I tak jest też w moim przypadku. Uważam się za kobietę spełnioną. Prawie pod każdym względem. A czego tak naprawdę brakuje mi do pełni szczęścia? Hmm jako, że jestem dietetykiem, to powiem wprost - chciałabym, aby moje ulubione jedzenie (włoskie), było lekkie i niekaloryczne. Wiem, że może wydawać się to śmieszne, ale tak bardzo kocham jeść, a szczególnie włoskie pasty, pizze, sery (nie przystało na Panią Dietetyk), że jest to moje największe marzenie. Chciałabym móc bez opamiętania (no dobra - w ramach zdrowego rozsądku) pałaszować przepyszną carbonarę, pizze margheritę, popijać to lekkim frizzante, a na deser - tiramisu! A po tym jedzeniu móc spokojnie zapiąć spodnie, w rozmiarze XS :)

    Byłabym wtedy w raju. A dla tego raju, mogłabym zostawić obecny raj, w którym żyję (oczywiście musiałabym zabrać najbliższe mi osoby, bo bez nich ten raj nie byłby kompletny, a w dodatku trzeba mieć towarzystwo podczas posiłków :) ).

    OdpowiedzUsuń
  9. Moim marzeniem jest zamieszkac tam gdzie bedzie zylo sie godnie i lepiej nam,mojej coreczce i mi.Gdzie ludzi i dzieci chorych,niepelnosprawnych beda traktowac lepiej.spakowalabym sie z moja corcia i nie ogladajac sie za siebie pojechala tam gdzie zylo nam by sie lepiej,gdzie moglybysmy sie cieszyc soba i kazda chwila spedzona razem.zamieszkac tam gdZie ludzie zyja wolniej,ciesza sie z malych rzeczy,celebruja kazdy dzien,posilek,gdzie jak cos sie psuje to ludzie naprawiaja ,a nie wyrzucaja.gdzie ludzie ciesza sie zyciem ,a nie robia wyscigi kto ma lepsze gadzety i kto wiecej .mam nadzieje,ze odnajdZiemy takie miejsce...monique cabre ,nika232314@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Marzeniem, dla którego zostawaiłabym wszystko, jest mały biały domek z ogródkiem. Ze zwisajacym z płotu groszkiem, z wyglądającymi zza niego słonecznikami. Z tarasem, na którym mogłabym zaczynać dzień powitaniem słońca i ulubioną kawą, a kończyć z ulubioną książką na bujanum fotelu z lampką czerwonego francuskiego wina. Domek, do którego wracałabym chętnie z każdego miejsca na ziemi. Który byłby moim miejscem na ziemi. W którym czułabym się dobrze i swobodnie. W którym unosiłyby się cudowne zapachy z mojej kuchni... Banalne? Może trochę. Ale jest to marzenie osoby, która takiego miejsca nie ma...

    OdpowiedzUsuń
  11. Najchętniej spakowałabym kuchenne utensylia, książki, maskę do nurkowania, trochę ciuchów i pojechała na południe. Sama jednak tego nie zrobię. Musiałabym zorganizować całą operację przenoszenia się w nowe miejsce i objąć tym planem najbliższych. Myślę, że nie mieliby nic przeciw temu. Sprzedalibyśmy nasze polskie mieszkanie i ruszylibyśmy do Chorwacji albo do Grecji. Znaleźlibyśmy jakiś urokliwy dom do remontu i urządzili w nim pensjonat z restauracyjką. Dom obowiązkowo osadziłabym różowymi bugenwillami. Założylibyśmy stronę internetową i zapraszali nad błękitne morze spragnionych spokoju, niespiesznego życia i miłośników pięknych chwil. Ach, marzenia... Trzeba je mieć, a nuż uda się je zrealizować :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem bardzo przywiązana do swojej małej oczyzny i języka większej ojczyzny. Źle znoszę obecną przeprowadzkę o 250 km od dotychczasowego miejsca zamieszkania. Na dłuższych wyjazdach zagranicznych czułam się dobrze, ale to dlatego, że znałam termin powrotu do domu. O tym, żeby rzucić wszystko co znam, zawiesić dotychczasowe plany i wyjechac na rok pomyslałam raz. W małej gruzińskiej wiosce, przy kolacji u przesympatycznej Tatiany, gdzie zbierało się co wieczór międzynarodowe towarzystwo poznałam członków misji pokojowej, którzy patrolowali tereny pogranicza gruzińsko-osetyjskie. Zaimponowały mi ich opowieści i wyzwoliły we mnie tęsknotę za rzuceniem się w nieznane, trochę groźne, trochę egzotyczne. Pomyslałam wówczas, że to jest cel wart poświęcenia mu roku ze swojego życia i wyjścia ze swojej strefy bezpieczeństwa. Choć chęć ukończenia doktoratu i zostania mamą zwyciężyła, to wyjazd na misję pokojową nadal pozostaje w rubryce do zrealizowania.

    marta
    ostrus@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  13. Bonjour!

    Przeglądając bloga i smakowite wpisy spostrzegłam konkurs dotyczący Rachel i wówczas rozmarzyłam się nad wszelkimi moimi niezrealizowanymi (jeszcze) marzeniami, planami, pomysłami...

    Jednak z perspektywy czasu najbardziej zwariowanym i bliskim memu sercu marzeniem jest zakup starego kultowego już Volkswagena T1*, odrestaurowanie go i przemalowanie na kolor miętowy oraz wyjazd nim do Paryża. Oczywiście nie byłabym sobą gdyby tylko na przemieszczaniu i podróżowaniu nim miałoby się skończyć, otóż chciałabym parkować w różnych dzielnicach a następnie otwierać szeroko drzwi i z uśmiechem na twarzy oraz francuską serdecznością serwować ludziom robione z miłością cupcake i cookies'y zarówno wytrawne jak i słodkie z kremem!

    W asortymencie znalazłoby się coś zarówno dla czekoladoholików, słodkożerców jak i osób dbających o linie a na każdy dzień roku miałabym przygotowany inny extra przepis i specjalny smak babeczek. Wszystkie poczynania byłoby opisywane na blogu "Mint cupcake Van" aby każdy mógł śledzić gdzie dziś zajedzie z dostawą miętowy Van wypełniony aromatycznymi i pachnącymi słodkościami :-))

    achh..rozmarzyłam się :-)

    pozdrawiam
    Ewelina
    aveline25@gmail.com



    * dla zainteresowanych tak oto wygląda Van Volkswagen T1 - http://wikiautos.ru/wp-content/uploads/2012/12/volkswagen_t1_camper_1.jpg

    OdpowiedzUsuń
  14. Gdybym dostała bardzo, bardzo interesującą ofertę pracy i zamieszkania w pięknym, oddalonym od Polski nawet o kilka lub kilkanaście tysięcy km miejscu, mogłabym spakować swoje dotychczasowe życie i zacząć wszystko od nowa. Dlaczego nie? Uważam, że zmiana często wychodzi na dobre i jest początkiem czegoś lepszego i bardziej satysfakcjonującego. Czasami warto zaryzykować. Nie jestem typem osoby, które idzie na żywioł, lubię mieć wszystko zaplanowane, ale gdybym miała zagwarantowaną dobrą pracę, mieszkanie w nowym, pięknym miejscu - zmieniłabym moje dotychczasowe życie. Pozdrawiam
    Aneta

    OdpowiedzUsuń

Witaj!
Super, że chcesz podzielić się ze mną swoją opinią. Komentarze są moderowane, dlatego nie martw się, jeśli Twój komentarz nie pojawi się od razu.