poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Bigos z cukinii.


Są takie dania, które by uwolnić pełnię smaku potrzebują czasu od przygotowania. Tak jest z leczo, czy bigosem. Taki też jest mój dzisiejszy przepis. Nie bez przyczyny też wspomniałam te dwa dania. Głównym składnikiem tego pierwszego jest cukinia, a drugie [czyt. bigos] bo to faktycznie moja dzisiejsza propozycja. Tylko tyle, że z cukinii właśnie.

sobota, 11 sierpnia 2018

Cukinia, karmelizowane cytryny i lukier. Ciasto.


Tegoroczny urodzaj cukinii sprawia, że dodaję ją niemal do wszystkiego. Zresztą wystarczy spojrzeć na moje ostatnie wpisy. Aż roi się od niej. Nic jednak nie poradzę, że to pełnia sezonu. Ja do tego mam jeszcze dwa źródła, z których napływa do mnie świeża i ekologiczna. Jedno to ogród mojej mamy, a drugie to własna działka. Dlatego bardzo intensywnie poszukuję nowych przepisów, do których mogłabym ją wykorzystać.

piątek, 10 sierpnia 2018

Ogórki, twaróg i suszone pomidory. Faszerowane ogórki.


Nawet krótki weekendowy wypad do rodziców zawsze kończy się pełną lodówką. Nie sposób tego uniknąć. Tym bardziej, gdy rodzice mają własny ogródek, a lato w tym roku obrodziło. I to nie tylko jak łatwo się domyślić, po ostatnich wpisach w cukinie, ale też ogórki. Dostaliśmy ich całą torbę. Część zjedliśmy na surowo, sporą część nastawiłam na małosolne, a te większe odłożyłam. 

czwartek, 9 sierpnia 2018

Cukinia, ogórki, kukurydza konserwowa i pomidorki cherry. Sałatka.


Gdy ostatnio ktoś mnie zapytał, jakie warzywo jest moim ulubionym odpowiedziałam bez wahania, że cukinia. Po chwili zastanowienia to jednak pomidory, ale cukinia jest tuż za nimi. Lubię ją przede wszystkim dlatego, że to prawdziwy kameleon. Sprawdzi się w daniach wytrawnych, jak i w deserach. Ba, nawet w słodkich przetworach. Mogę Wam obiecać, to że przepisów z jej udziałem nie zabraknie na blogu w najbliższym czasie. Także jeśli nie macie jeszcze jej dość albo nie macie pomysłu jak ją wykorzystać, to koniecznie obserwujcie nowe posty na blogu.

wtorek, 7 sierpnia 2018

Mielona wołowina, czerwona fasola i pomidory. Chili con carne.


Gdy pierwszy raz pojechaliśmy do Meksyku ponad dwa lata temu miałam przygotowaną listę dań, których koniecznie chciałam spróbować. Na tej liście między innymi znajdowało się chili con carne. Tak mi się to danie kojarzy z Meksykiem, że przed wylotem nawet nie sprawdziłam, w której części kraju się je podaje. Bo przecież chili con carne z pewnością podają wszędzie, tak jak polskie flaczki. A jeśli nie wszędzie to z pewnością w trakcie podróży po Jukatanie na nie trafię. Jakież było moje zdziwienie, gdy wracałam do Polski nie zasmakowawszy tego dania w jego oryginalnym środowisku.