Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia arabska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia arabska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 września 2014

Ciecierzyca i jarmuż. Tahina i pieczony czosnek. Hummus(u)jemy.


W ubiegłym tygodniu pokazałam Wam przepis na hummus z dodatkiem dyni. Dziś kolejna wersja z dodatkiem jarmużu. Koniecznie wypróbujcie!

Sprawdzi się idealnie jako smarowidło do chleba lub jako przekąska razem z chlebem pita.

Hummus z dodatkiem jarmużu i pieczonego czosnku

oryginalny przepis pochodzi ze strony ohmyveggies.com
(na ok. 300ml)

Składniki:
7 ząbków czosnku (nieobranych)
1 puszka ciecierzycy (400g)
1 szklanka drobno posiekanego jarmużu (z ok. 3 łodyg)
4 łyżki soku z cytryny
4 łyżki pasty tahina
1/2 łyżeczki soli morskiej

plus do dekoracji
oliwa z oliwek
gałązka jarmużu

Przygotowanie:
Rozgrzejcie piekarnik do 200 stopni (górna i dolna grzałka).

Ząbki czosnku skropcie oliwą, owińcie folią aluminiową i pieczcie w rozgrzanym piekarniku przez 20 minut. Po wyciągnięciu z piekarnika odłóżcie na bok, do ostygnięcia. Następnie obierzcie z łupinek i wrzućcie do miski blendera.

Ciecierzycę osączcie pozostawiając 3 łyżki soku, dodajcie do czosnku. Dorzućcie do blendera pozostałe składniki, dokładnie zmiksujcie. 

Przełóżcie do miski, w której będziecie serwować hummus. Obficie skropcie oliwą, udekorujcie gałązką jarmużu. Smacznego!

wtorek, 23 września 2014

Dynia i ciecierzyca. Szałwia i tahina. Hummus.


Długo przymierzałam się do przygotowania hummusu z dynią. Od roku przepis czekał w postach roboczych, by w końcu ujrzeć światło dzienne. Wszystko to dlatego, że w ubiegły piątek zamówiłam kilka sztuk. Ten przepis rozpoczyna sezon dyniowy na blogu. Zatem wracajcie często, jeśli szukacie dyniowych inspiracji.

Wiedzieliście, że słowo "hummus" po arabsku znaczy po prostu "ciecierzyca"? Ma to swoje uzasadnienie, skoro ciecierzyca jest głównym jej składnikiem. Ta pochodząca z Libanu przekąska zyskała uznanie wśród wegetarian i wegan na całym świecie, dlatego też jej popularność stale rośnie. Występuje w wielu wariantach, ale podstawowymi składnikami są ciecierzyca, czosnek, pasta tahini, oliwa i sok z cytryny.

Moja dzisiejsza wersja oprócz składników wymienionych powyżej zawiera również dynię, która powoli zaczyna dominować w mojej kuchni. Zatem Kochani, smacznego!


Hummus z dynią i szałwią

przepis własny inspirowany przepisem z książki "The Lebanese Kitchen" aut. S. Hedge (s. 40)

Składniki:
225g dyni (obranej)
1 łyżeczka oliwy
2-3 liście szałwii
1 puszka ciecierzycy (400g)
4 ząbki czosnku
4 łyżki pasty tahini
1 łyżka soku z cytryny
2 łyżeczki soli

plus do dekoracji
oliwa
liście szałwii

Przygotowanie:
Dynię pokrójcie w średniej wielkości kostkę.

Na patelni rozgrzejcie oliwę, dodajcie pokrojoną dynię i liście szałwii. Smażcie przez kilka minut, aż się zrumieni.

Ciecierzycę osączcie zachowując sok. Odłóżcie 1/4 szklanki, a resztę wlejcie na patelnię do dyni. Duście na małym ogniu, aż płyn całkowicie odparuje. kilkanaście minut, do miękkości. Zdejmijcie z ognia, odłóżcie na bok do całkowitego ostygnięcia.

Osączcie ciecierzycę (zachowajcie 1/4 szklanki soku) i dokładnie przepłukajcie zimną wodą. Włóżcie opłukaną ciecierzycę, ostudzoną dynię, obrane ząbki czosnku i tahini do misy blendera, dokładnie zmiksujcie. Dodajcie zachowany sok z ciecierzycy, sok z cytryny i sól, miksujcie aż do powstania gładkiej masy. 

Gotową masę przełóżcie do miseczki, obficie skropcie oliwą i oprószcie posiekanymi liśćmi szałwii. Smacznego!

środa, 30 lipca 2014

Orzechy laskowe i biały sezam. Kolendra, kmin rzymski i... Dukkah.


Domowe przyprawy, uwielbiam! Też je robicie, czy sięgacie po gotowce? Dlaczego robię je sama, skoro mogę kupić w sklepie?

Po pierwsze dlatego że wiem, co w środku takiej mieszanki jest. Nawet nie wiecie jakie było kiedyś moje zdziwienie, gdy zobaczyłam skład proszku curry... Aż się wzdragam na samo wspomnienie.  

Po drugie, dlatego, że one tak pięknie pachną! Prażone na suchej patelni uwalniają taki niesamowity aromat, że może się od nich w głowie zakręcić. Za każdym razem, gdy otwieram potem słoiczek takiej samodzielnie przygotowanej przyprawy te wszystkie zapachy do mnie wracają.

Po trzecie, nie każdą można dostać. 

Przykładem tej trzeciej jest dukkah. Zobaczyłam ją ostatnio w jednym z programów kulinarnych i długo chodziła po mojej głowie. Dzięki pomocy wujka google znalazłam przepis, który był bardzo podobny do tego z programu. Lekko zmodyfikowany pokazuję Wam dziś :) 

*** 

Dukkah* (dakka, duqqa) to egipska mieszanka przypraw, której podstawą są orzechy. Tradycyjnie są to orzechy laskowe, ale można też do niej użyć pistacji czy nerkowców. Obok orzechów w tej mieszance powinny znaleźć się sezam, kolendra, kmin rzymski, sól i pieprz. Podawana jest najczęściej razem z oliwą i chlebem. Chleb macza się w oliwie, a następnie w przyprawie.  


Dukkah, egipska mieszanka przypraw

oryginalny przepis pochodzi ze strony inquiringchef.com
(na słoiczek o pojemności 190ml)

Składniki:
1/3 szklanki orzechów laskowych
1/4 szklanki białego sezamu
1 łyżka nasion kolendry
1 łyżka nasion kminu rzymskiego
1/2 łyżeczki nasion kopru włoskiego
1 łyżeczka suszonego tymianku
1 łyżeczka ziaren czarnego pieprzu
1/2 łyżeczki soli morskiej

Przygotowanie:
Orzechy drobno posiekajcie. Na suchej patelni uprażcie orzechy, odłóżcie na bok.

Na suchej patelni uprażcie wszystkie przyprawy (z wyjątkiem soli). Przełóżcie do moździerza. Dodajcie tymianek i sól morską. Ucierajcie przez kilka minut, aż powstanie jednolita mieszanka (niezbyt dokładnie starta). Na koniec dodajcie orzechy, ucierajcie jeszcze przez chwilę, by smaki się wymieszały, ale zachowana została grudkowata struktura.

Przełóżcie do słoiczka. Przechowujcie szczelnie zamknięte.



Smacznego!



  * źródło: wikipedia

wtorek, 29 lipca 2014

Jagnięcina. Kiszona cytryna i ras el hanout. Marokańskie smaki.


Jakiś czas temu robiąc porządki natknęłam się na słój z kiszonymi cytrynami. Zapomniałam o nich na śmierć. Dzięki temu odkryciu powstał ciekawy w smaku gulasz z jagnięciną. Lekko słodki dzięki morelom i młodym marchewkom, lekko kwaśny dzięki kiszonej cytrynie i pomidorom. Z dodatkiem miętowego bulguru wpisuje się idealnie w wakacyjny klimat. Rozumieją mnie wszyscy, którzy kiedyś dotarli do Tunezji lub Maroko.

Bulgur* to jedna z najstarszych znanych kasz. Archeologowie z Uniwersytetu Arystotelesa w Salonikach znaleźli jej ślady na terenie dzisiejszej Bułgarii w naczyniach pochodzących sprzed prawie 8 tysięcy lat.

Najbardziej rozpowszechniona na Bliskim Wschodzie, gdzie dodaje się ją do większości potraw: sałatek, zup, dań głównych, czy deserów. Jest tak samo wszechstronna jak nasza kasza jaglana. Zawiera dużo białka i błonnika, ma niski indeks glikemiczny, dzięki czemu polecana jest osobom odchudzającym się.

Bulgur podobnie jak kus kus bardzo łatwo się przygotowuje. Wystarczy zalać ją wrzątkiem lub gorącym bulionem, przykryć na 15-20 minut i już jest gotowa. 

Gulasz z jagnięciny w marokańskim stylu

przepis własny
(na 2 porcje)

Składniki:
400g jagnięciny
2 łyżki oliwy
400g pomidorów
3-4 młode marchewki (w zależności od wielkości)
skórka z jednej kiszonej cytryny
1 cebula
5 suszonych moreli
1 szklanka bulionu warzywnego

na marynatę: 
1 łyżka oliwy
2 płaskie łyżeczki ras el hanout
wnętrze z jednej kiszonej cytryny
szczypta soli
1/2 łyżeczki świeżo zmielonego czarnego pieprzu

na miętowy bulgur:
1/2 szklanki kaszy bulgur
3/4 szklanki wrzątku
1 łyżka drobno posiekanych liści mięty
szczypta ras el hanout
szczypta soli

plus do dekoracji
świeże liście kolendry

Przygotowanie:
Jagnięcinę dokładnie umyjcie, osuszcie papierowym ręcznikiem. Do miski wlejcie oliwę, dodajcie ras el hanout, drobno posiekane wnętrze kiszonej cytryny, szczyptę soli i pół łyżeczki świeżo zmielonego czarnego pieprzu, dokładnie wymieszajcie. Dodajcie mięso i mieszajcie, aż całkowicie się pokryje marynatą. Szczelnie przykryjcie folią spożywczą i włóżcie do lodówki na co najmniej 12 godzin.

W dużym rondlu rozgrzejcie oliwę, przełóżcie zamarynowane mięso (nie usuwajcie  jej) i smażcie do zrumienienia. Dodajcie posiekane pomidory, pokrojoną w plastry marchewkę, drobno pokrojone cebulę, skórkę z kiszonej cytryny i morele, dokładnie wymieszajcie. Całość zalejcie bulionem, tak by przykryła wszystkie składniki. Doprowadźcie do wrzenia, zmniejszcie ogień i gotujcie pod przykryciem przez 2 godziny.

Kaszę zalejcie wrzątkiem, zostawcie pod przykryciem na 20 minut, aż wchłonie cały płyn. Następnie zruszcie widelcem. Dodajcie drobno posiekane liście mięty, ras el hanout i sól, dokładnie wymieszajcie.

Gorący gulasz podawajcie z miętowym bulgurem. Smacznego!


* żródło: wp.pl i wikipedia

wtorek, 15 lipca 2014

Kasza jaglana i czosnek. Mięta i pietruszka. Z piekarnika.

 

Pierwszy raz z "falafi" zetknęłam się na pewnej arabskiej ulicy w Abu Zabi. Sprzedawane prosto na chodniku obok stoiska z shawarmą. Jeszcze ciepłe, bo pan przygotowywał je na życzenie. Sprawnie formował dłońmi kulki z przygotowanej masy. Wrzucał je na olbrzymią patelnię wypełnioną tłuszczem. Zaraz po osączeniu trafiały do papierowego rożka. I w takiej formie były przekazywane do oczekującego klienta. Chrupkie na zewnątrz, cudownie kremowe w środku i doprawione wszystkimi arabskimi przyprawami. Prawdziwe arabskie street food. Od tamtej pory je uwielbiam!

Gdy znalazłam przepis z kaszą jaglaną (na którą mam ostatnio fazę) i do tego pieczone w piekarniku od razu wiedziałam, że muszę je zrobić...Wyszły lepsze niż się spodziewałam, choć nie tak chrupkie jak te smażone na tłuszczu. Zdecydowanie będą się pojawiać na naszym stole przy okazji imprez w arabskim klimacie. Wam też gorąco polecam je wypróbować.


Falafele pieczone w piekarniku (z kaszy jaglanej)

oryginalny przepis pochodzi ze strony farmonplate.com
(na 18 sztuk)

Składniki:
1 szklanka kaszy jaglanej
2 szklanki wody
1 łyżeczka soli
1 mała cebula
3 ząbki czosnku
3 łyżki oliwy
1/2 szklanki liści mięty
1/2 szklanki liści pietruszki
1 łyżeczka mielonego kminu rzymskiego
1 łyżeczka mielonej kolendry
1 łyżeczka czarnego pieprzu (świeżo zmielonego)
1 łyżeczka mielonej ostrej papryki
1/4 łyżeczki mielonego kardamonu
1/4 łyżeczki mielonego cynamonu
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Przygotowanie:
Na rozgrzanej patelni prażcie kaszę przez kilka minut. Zalejcie wodą, doprawcie solą, dokładnie zamieszajcie i zagotujcie. Zmniejszcie ogień i gotujcie pod przykryciem przez 15-20 minut, aż cały płyn odparuje. Zdejmijcie z ognia, odstawcie na 10 minut pod przykryciem. Zruszcie widelcem i odstawcie na bok do całkowitego ostygnięcia.

Rozgrzejcie piekarnik 175 stopni (górna i dolna grzałka).

Do miski miksera wrzućcie drobno pokrojoną cebulę, rozgnieciony czosnek, oliwę, grubo posiekaną miętę i pietruszkę, przyprawy i proszek do pieczenia. Miksujcie na dużych obrotach przez 30 sekund, tylko żeby posiekać składniki. Dodajcie 1 szklankę ugotowanej kaszy jaglanej, miksujcie przez minutę, aby powstała plastyczna masa. Dodajcie do pozostałej kaszy i dokładnie wymieszajcie, doprawcie do smaku.


Zwilżonymi dłońmi formujcie kulki z przygotowanej masy (nabierajcie po czubatej łyżce). Uformowane falafele ułóżcie na wyłożonej papierem blasze. Pieczcie w rozgrzanym piekarniku przez 15-20 minut do zezłocenia.

Podawajcie z jogurtem naturalnym. Smacznego!

poniedziałek, 10 marca 2014

Kurczak i imbir. Chilli i dynia piżmowa. Jednogarnkowo.


Weekend minął jak zwykle za szybko. Przydałoby się kiedyś odwrócić te proporcje - pięć dni wolnego, a dwa dni pracy, żeby tak naprawdę oczyścić głowę z nadmiaru pracowych tematów. Niestety w tej materii rzeczywistość jest nieubłagana. A przydałoby się, prawda?

Dla mnie powoli zbliża się czas pierwszego urlopu w tym roku. Znów tydzień na łódce wśród lazuru Morza Czerwonego, ale to dopiero za niecałe cztery tygodnie... Znów będzie pięknie!

W oczekiwaniu zaczynam ubierać się w jaśniejsze kolory. Ich ciepło nastraja optymistycznie. Poprawa samopoczucia murowana. Na talerzu też jakby bardziej kolorowo i orientalnie. Koloroterapia pełną gębą!


Kurczak z dynią i kiszoną cytryną

oryginalny przepis pochodzi z książki B. Grangera "Nakarm mnie" (s. 150)
(na 2 porcje)

Składniki:
1 łyżeczka oliwy
400g piersi z kurczaka
1 czerwona cebula
1 łyżeczka świeżo startego imbiru
2 ząbki czosnku
1 mała czerwona chilli
1/2 kiszonej cytryny
1 łyżeczka przyprawy ras el hanout
400g pomidorów z puszki
1/2 szklanki bulionu warzywnego
400g dyni (u mnie piżmowa)
1 łyżeczka stołowa sosu sojowego
1 łyżeczka miodu
1 mała laska cynamonu

plus
kus kus do podania
liście kolendry do dekoracji
plasterki chilli do dekoracji

Przygotowanie:
Kurczaka pokrójcie na kawałki (wielkości dwóch kęsów). 
 
W dużym rondlu rozgrzejcie oliwę. Kurczaka doprawcie solą i pieprzem, podsmażcie na złoto z obu stron. Wyjmijcie i odłóżcie na bok.

Cebulę pokrójcie w cienkie półplasterki. Podsmażcie na pozostałej w rondlu oliwie, aż do zeszklenia. Dodajcie pokrojony w plasterki czosnek i chilli oraz ras el hanout i drobno posiekaną kiszoną cytryną (pozbawioną miąższu), smażcie przez chwilę, aż przyprawy uwolnią aromat. Dodajcie pomidory i bulion, doprowadźcie do wrzenia i zmniejszcie ogień. W tym czasie obierzcie dynię i pokrójcie na kawałki wielkości kęsa, dodajcie do sosu razem z pozostałymi przyprawami (sosem sojowym, miodem i cynamonem) i duście, aż dynia zmięknie (około 20 minut). Co jakiś czas zamieszajcie, aby sos się nie przypalił. Pod koniec gotowania dodajcie kurczaka, dokładnie wymieszajcie.

Podawajcie z ugotowanym kuskusem, udekorowane kolendrą i chilli. Smacznego!

środa, 5 marca 2014

Mąka i za'atar. Na drożdżach. Arabskie klimaty.


Od kiedy zaczynacie odliczać czas do urlopu? Chodzi bardziej o dni czy tygodnie? 

Ja w tym roku zaczęłam bardzo wcześnie, bo już siedem tygodni przed :) Teraz z zaskoczeniem uświadamiam sobie, że już trzy z nich zleciały. Jak z bicza strzelił, dosłownie! Za miesiąc będę się pławić w słońcu, a wokół mnie będzie tylko morze i ewentualnie małe wyspy.

Zanim zaczęłam wyjeżdżać z Połówkiem na safari nurkowe nie zdawałam sobie sprawy, jak takie oderwanie od cywilizacji (tydzień czasu spędzony na łódce, gdzie zasięg w telefonie to towar mocno deficytowy, ale i z drugiej strony wcale nie pożądany) potrafi naładować baterie. Jak wieczorne spoglądanie w niebo i niekończące się nie tylko morskie opowieści mogą sprawić, że zapomina się o bożym świecie i o wszystkim, co znajduje się poza zasięgiem wzroku. Jak wszystkie problemy tracą na znaczeniu z każdym kolejnym zejściem pod wodę.

Czekając na urlop częściej sięgam po kuchnię arabską. Żałuję tylko, że na łódce kucharz aż tak bardzo stara się, by nam smakowało, że jedzenie jest mocno zeuropeizowane (nie wiem nawet czy takie słowo istnieje), że z prawdziwej miejscowej kuchni niewiele zostaje. Na każdym wyjeździe zastanawia nas majonez, który może stać na stole przez cały tydzień, a nie zrobi się na nim charakterystyczny dla "naszych" majonezów szklisty kożuszek. Nawet nie chcę wiedzieć, jakie e-dodatki to powodują.

Wracając jednak do bardziej naturalnych klimatów proponuję Wam proste w przygotowaniu arabskie chlebki. Ja bardzo lubię przegryzać je same, ale też bardzo dobrze sprawdzą się z dodatkiem rukoli i jajka sadzonego. Zresztą wypróbujcie je sami, a pomysły jak je wykorzystać - saute czy z dodatkami zrodzą się w Waszej wyobraźni bez najmniejszego problemu. 

***

PS. Wielkie dzięki dla Niny, bez której ten post nie powstałby jeszcze przez kilka najbliższych dni :)


Arabskie chlebki z za'atarem

oryginalny przepis pochodzi z książki "The Lebanese Kitchen" S. Hage (s. 368)
(na 8 sztuk) 
 

Składniki:
1 i 1/2 łyżeczki drożdży instant
1 szklanka ciepłego mleka
2 i 1/4 szklanki mąki pszennej chlebowej (użyłam typu 650)
1 łyżeczka soli
2 łyżki masła

plus
dodatkowa mąka do wyrabiania ciasta

plus do wykończenia
oliwa
za'atar

Przygotowanie:
Drożdże rozpuśćcie w ciepłym mleku. Przesiejcie mąkę i sól do miski, dodajcie masło (w temperaturze pokojowej). Stopniowo dolewajcie rozpuszczone w wodzie drożdże. Mieszajcie drewnianą łyżką, aż powstanie jednolita masa. Następnie wyłóżcie na omączony blat i wyrabiajcie przez 10 minut, aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. Uformujcie kulę, przełóżcie do naoliwionej miski, przykryjcie folią do żywności i odstawcie w ciepłe miejsce na godzinę (do podwojenia objętości). 

Rozgrzejcie piekarnik do 200 stopni (górna i dolna grzałka).

Wyrośnięte ciasto odgazujcie, przełóżcie na omączony blat i podzielcie (w zależności od tego jak duże chcecie placki) na 8 części. Z każdego kawałka ciasta uformujcie kulę i dokładnie ją rozwałkujcie. Przygotowane placki ułóżcie na wyłożonej papierem do pieczenia blasze. Przykryjcie ścierką i zostawcie na 20 minut, niech ciasto trochę urośnie. Przed włożeniem do piekarnika posmarujcie odrobiną oliwy i posypcie za'atarem. Pieczcie przez 7-8 minut.

Najlepiej smakują podawane od razu, jeszcze ciepłe. Smacznego!

czwartek, 20 lutego 2014

Najbogatsza w przyprawy. Ras el hanout.


Ten rok ruszył z kopyta. Pędzi jak szalony, z przerażeniem patrzę na kolejne kartki kalendarza zastanawiając się gdzie uciekły mi te dwa miesiące. W ostatnim czasie zdecydowanie wiem, jak czuje się chomik kręcąc się w swojej obrotowej zabawce. Praca, dom, praca, dom... 

Gotowanie nie zniknęło z mojego życia, ale stało się bardzo powtarzalne i schematyczne. W tygodniu mojej motywacji wystarcza jedynie na szybką zupę. Na szczęście w zamrażarce mam spory zapas bulionu, który tak na marginesie już niedługo trzeba będzie uzupełnić. Dopiero w weekendy mam szansę zaszaleć i zrobić coś nowego, czym można by się z Wami podzielić. Tylko jak się zmotywować do obrobienia zdjęć, jeśli wolną chwilę w weekend chce się spędzić z Połówkiem, którego prawie cały tydzień nie ma w domu, a w tygodniu wraca się do domu tak późno, że energii wystarcza tylko na odgrzanie zupy, szybki prysznic i umycie zębów?

Tak więc w kolejce czeka kilka przepisów, którymi chcę się z Wami podzielić. Wykażcie proszę jeszcze odrobinę cierpliwości, a wrócę do Was już na stałe, ponieważ zdążyłam już za blogowaniem zatęsknić. 

***

"Ras el hanout" to jedna z tych przypraw, które po otworzeniu słoiczka przenoszą w orientalne klimaty. Latający dywan tylko czeka, żeby Was porwać w szaleńczą kulinarną podróż. W zależności od producenta liczba przypraw użyta do tej mieszanki waha się od 10 do 100. W "standardowej" nie może zabraknąć cynamonu, kardamonu, goździków, kolendry, kminu, ziaren pieprzu, kozieradki czy kurkumy. Czasem dodaje się też szafran lub suszone płatki róż. Bo "ras el hanout" to mieszanka najlepszych przypraw, jakimi dysponuje sklep/dom.

 

Ras el hanout (mieszanka przypraw) 

oryginalny przepis pochodzi ze strony moroccanfood.about.com
(na słoiczek o pojemności 75ml)

Składniki:
2cm kawałek imbiru
2 płaskie łyżeczki mielonego kardamonu
2 płaskie łyżeczki mielonego kminu rzymskiego
1 łyżeczka startej gałki muszkatołowej
1 duża osnówka z gałki muszkatołowej
1 łyżeczka ziaren ziela angielskiego
1 łyżeczka ziaren kolendry
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1 łyżka mielonej kurkumy
1/2 łyżeczki ziaren czarnego pieprzu
1/2 łyżeczki ziaren białego pieprzu
1/2 łyżeczki pieprzu cayenne (lub ostrej papryki)
1/4 łyżeczki nasion anyżu
1/4 łyżeczki nasion kopru włoskiego
4 goździki
szczypta szafranu

Przygotowanie:
Rozgrzejcie piekarnik do 200 stopni (górna i dolna grzałka).

Imbir obierzcie łyżeczką i pokrójcie w bardzo cienkie plasterki, niemal prześwitujące. Ułóżcie na wyłożonej papierem do pieczenia blasze. Wstawcie do piekarnika i pieczcie przez około 20 minut do całkowitego wysuszenia.

Wszystkie przyprawy w ziarnach (nie zmielone) uprażcie na suchej patelni.

Wszystkie składniki mieszanki włóżcie do młynka do kawy, dokładnie zmielcie. Przechowujcie w szczelnie zamkniętym słoiczku. Smacznego!


Inne domowe przyprawy:

wtorek, 15 października 2013

Hokkaido i cieciorka. Kiszona cytryna. Marokańskie klimaty.


Zaczynam zacierać dłonie z zimna wracając do domu. Nie mam do przejścia zbyt długiego kawałka od przystanku, ale jesienny chłód powoli zaczyna doskwierać. To znak, że powinnam już wyciągnąć z szafy jesienne rękawiczki. Zanim jednak to zrobię ugotuję sobie gulasz, z dynią, z pomidorami, z papryką... czyli tym, co teraz z łatwością można dostać. Taki, który z każdą łyżką otuli mnie wewnętrznym ciepłem. Oczywiście to zasługa przypraw - cynamonu, kardamonu i ostrej papryki - bez nich jesień byłaby nie do zniesienia.

A Wy co sobie gotujecie, by się rozgrzać?


Gulasz warzywny w marokańskim stylu

oryginalny przepis pochodzi z bloga thefirstmess.com
(na 4 {duże} porcje)

Składniki:
1 łyżeczka oleju
1 mała cebula
1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
1/4 łyżeczki mielonego kardamonu
1 łyżeczka mielonego kminu
1/2 łyżeczki mielonej kolendry
1/2 łyżeczki ostrej papryki
1 ząbek czosnku
200g dyni (obranej)
1 kiszona cytryna (tylko skórka)
1 puszka pomidorów (użyłam krojonych)
1 średniej wielkości marchewka
1 puszka cieciorki
1 czerwona papryka
1 i 1/2 szklanki bulionu warzywnego
sól i pieprz

plus do dekoracji
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
1 łyżeczka otartej skórki z cytryny

Przygotowanie:
Marchewkę pokrójcie w grubsze ćwierć plasterki, dynię w średniej wielkości kostkę, a paprykę na kawałki wielkości kęsa.

W garnku rozgrzejcie olej (na małym ogniu). Dodajcie bardzo drobno posiekaną cebulę, duście przez chwilę aż się zeszkli. Następnie dodajcie cynamon, kardamon, kmin, kolendrę i chilli. Smażcie przez chwilę, aż cebula będzie miękka (około 5 minut). Dodajcie przeciśnięty przez praskę czosnek, dokładnie wymieszajcie, smażcie przez chwilę. Dodajcie drobno posiekane daktyle i kiszoną cytrynę, marchewkę i dynię. Wymieszajcie, by warzywa dokładnie pokryły się przyprawami i olejem. Dolejcie bulion warzywny i dodajcie pomidory, doprowadźcie do wrzenia, zmniejszcie ogień i gotujcie przez 10 minut. Dodajcie cieciorkę i pokrojoną paprykę, doprawcie do smaku solą i pieprzem. Gotujcie jeszcze przez 5 minut (marchewka i dynia powinny być miękkie).

Podawajcie na ciepło z natką pietruszki i otartą skórką cytrynową. Smacznego!

piątek, 10 maja 2013

Koper włoski i kmin. Mąka i masło. Precle jerozolimskie.


Siedzę na balkonie, wystawiam twarz ku słońcu. Na kolanach trzymam najnowsze numery "Kukbuka" i "Smaku". Na obu okładkach brodaci mężczyźni. Zaczynam się zastanawiać czyżby broda wracała na salony?

Zawsze zaczynam od przeglądania zdjęć, szukam znajomych stylizacji, znajomych słów i cieszę się jak dziecko, gdy udaje mi się potwierdzić moje przypuszczenia. Nie umiem napisać dlaczego, ale oba magazyny oglądam od końca... W "Smaku" zachwyciłam się retro sernikiem. Boże, jaki on piękny! Quiz serowy (gra w skojarzenia z Gieniem Mientkiewiczem) sprawił, że mam ochotę przeszukać Warszawę w poszukiwaniu kilku serowych perełek :) Z kolei w trzecim numerze "Kukbuka" rządzi mięso (rubaszne żeberka wg Moniki - wow!). Wreszcie ściąga do wysmażenia steków, którą zapamiętam! Zaintrygowała mnie sałata z pęczakiem, bobem i groszkiem - niesamowicie kolorowa, ozdobiona bratkami. Róg zagięty, zdecydowanie do zrobienia w najbliższym czasie.

Po takiej dawce inspiracji ruszam do kuchni, tym razem by upiec coś małego na co ochotę miałam od jakiegoś czasu. Małe precelki idealne na piknik i do pochrupania przy czytaniu (nie tylko magazynów kulinarnych).


Precle jerozolimskie (Ka'ach bilmach)

przepis pochodzi z książki "Jerusalem" S. Tamimi & Y. Ottolenghi (s. 248)
(na 16 sztuk)

Składniki:
250g mąki pszennej (typ 550)
50ml oleju słonecznikowego
50g niesolonego masła
1/2 łyżeczki suchych drożdży
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
3/4 łyżeczki soli
szczypta kminu
3/4 łyżeczki nasion kopru włoskiego
ok. 100ml wody
1 małe jajko
po 1 łyżeczce białego i czarnego sezamu

sos:
1 garść natki pietruszki
1 mały ząbek czosnku
1 łyżeczka pasty tahini
60g gęstego jogurtu
1 łyżka soku z cytryny
szczypta soli

Przygotowanie:
Pietruszkę bardzo drobno posiekajcie, wrzućcie do miseczki. Dodajcie przeciśnięty przez praskę czosnek, pastę tahini, jogurt i sok z cytryny, doprawcie solą, dokładnie wymieszajcie. Wstawcie do lodówki na czas pieczenia.

Rozgrzejcie piekarnik do 200 stopni (górna i dolna grzałka).

Do miski przesiejcie mąkę. Dodajcie olej, miękkie masło, drożdże, proszek do pieczenia, cukier, sól, kmin i uprażone nasiona fenkułu, dokładnie wymieszajcie aż powstanie jednolita masa. Dodawajcie stopniowo wodę, cały czas mieszajcie, aż masa będzie gładka.  Wyrabiajcie ciasto przez kilka minut, ciasto powinno być elastyczne. Podzielcie je na równe części po 25g. Na czystym blacie zrolujcie ciasto w wałeczki, ok. 1 cm grubości i 12 cm długości. Zlepcie końce ciasta, tak by powstało koło. Układajcie precle na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, w około 2 cm odstępach. Posmarujcie każdy rozkłóconym jajkiem i oprószcie ziarnami sezamu. Zostawcie je w ciepłym miejscu przez 30 minut.

Pieczcie przez 20 minut do zbrązowienia, a po upieczeniu ostudźcie je na kratce. 

Podawajcie razem z sosem jako przekąskę. Smacznego!

niedziela, 24 marca 2013

Jagnięcina i morele. Kiszone cytryny i korzenne przyprawy. Tagine.


Jest! Mój pierwszy w życiu tagine. Robiony na patelni, więc nie wiem jak ma się do tego oryginalnego, ale smakiem niczym nie odstaje od tych które jadłam w Tunezji.

Jagnięcina rozpadająca się pod delikatnym naciskiem widelca. Domowe kiszone cytryny, o dziwo lekko słodkie i nie tak bardzo słone jak się spodziewałam. Do tego ostry pazur chilli. To jest to, co lubię. Smacznego Kochani!


Tagine z jagnięciną i morelami

przepis własny inspirowany "Kulinarnymi wyprawami Jamiego"
(na 2 porcje)


Składniki:
1/2kg udźca jagnięcego
2 strączki kardamonu
1 łyżeczka czarnego pieprzu
1/2 łyżeczki nasion kolendry
2-3 goździki
1/4 łyżeczki mielonego cynamonu
1 łyżeczka harrisy
4 łyżki oliwy
1 duża marchewka
1l bulionu
3 szalotki
1 kiszona cytryna
garść suszonych moreli
sól i pieprz do smaku

plus
kus kus do podania
liście kolendry do dekoracji 

Przygotowanie:
Wydłubcie ziarenka z kardamonu, utrzyjcie je w moździerzu z pieprzem, goździkami i kolendrą. W misce wymieszajcie starte przyprawy, cynamon, harissę i jedną łyżkę oliwę. Mięso pokrójcie na kawałki wielkości kęsa. Natrzyjcie je przygotowaną pastą. Przykryjcie szczelnie folią do żywności i schowajcie do lodówki na minimum 2-3 godziny (najlepiej na całą noc).

Następnie rozgrzejcie pozostałą oliwę, obsmażcie kawałki mięsa do zrumienienia. Dodajcie pokrojoną w grubsze plastry marchewkę. Przesmażcie przez chwilę z mięsem. Zalejcie wszystko bulionem, doprowadźcie do wrzenia, zmniejszcie ogień i gotujcie przez 1,5 godziny. 

Dodajcie posiekane: szalotki, kiszoną cytrynę* i morele. Gotujcie jeszcze przez kolejną godzinę. Co jakiś czas sprawdzajcie, czy bulion zbytnio nie odparował. Jeśli tak to nie zawahajcie się go dolać. Doprawcie do smaku solą i pieprzem.
Podawajcie posypane liśćmi kolendry, z kuskusem. Smacznego!

* z kiszonej cytryny najpierw usuwacie miąższ, a dopiero potem siekacie skórę (zobaczyłam to w jakimś programie kulinarnym, a teraz za nic na świecie nie mogę sobie przypomnieć w którym)

piątek, 22 marca 2013

Niewoskowane cytryny. Sól morska i cynamon. Kiszonka.


Gdy tylko pojawiła się możliwość zamówienia niewoskowanych cytryn prosto z Sycylii nawet się nie zastanawiałam. Zamówiłam od razu kilka kilogramów. Nie mogłam się ich doczekać od czasu, gdy w książce "Kulinarne wyprawy Jamiego" zobaczyłam przepis na kiszone cytryny. Zaintrygowana czekałam na swoją przesyłkę, a gdy dotarła to właśnie cytryny zostały przerobione pierwsze.

Przepis jest niezwykle prosty, ale moim zdaniem zdecydowanie wymaga wydłużenia czasu kiszenia. Moje po dwóch miesiącach są takie jak być powinny. Choć podobno im dłużej się kiszą tym są lepsze. Na wszelki wypadek jeden słoiczek dojrzewa w spiżarce niczym dobre wino.


Kiszone cytryny wg Jamie'go O.

oryginalny przepis pochodzi z książki "Kulinarne wyprawy Jamiego" aut. J.Olivera (s. 216)
(na 1 słoik po 1,5l)

Składniki:
10 średniej wielkości cytryn (niewoskowanych)
200g soli morskiej
2 listki laurowe
1 kawałek kory cynamonu (ok. 5cm)
3-4 ziarna czarnego pieprzu

Przygotowanie:
Cytryny wyszorujcie pod ciepłą wodą. Z połowy wyciśnijcie sok do miski, odłóżcie na bok. Pozostałe owoce natnij na krzyż z góry - na ok 3/4 głębokości. Jednak tak, by cytryny się nie rozpadły. Każdą cytrynę lekko rozchylcie, wsypcie do środka po łyżeczce soli, lekko zaciśnijcie. 

Nakładajcie tak przygotowane cytryny do wyparzonych słoików. W każdym układajcie owoce przesypując je solą. Na koniec włóżcie przyprawy. Wszystko zalejcie odłożonym sokiem z cytryn, dopełnijcie wodą do końca słoika, szczelnie go zamknijcie. Odstawcie w ciemne miejsce na co najmniej 8 tygodni. Raz na kilka dni możecie go kilka razy wstrząsnąć, by sól nie osiadła na dnie.

***

A po dwóch miesiącach można szaleć z kuchnią marokańską :)))) Do czego wykorzystam kiszone cytryny pokażę Wam w weekend. So stay tunned! :)

piątek, 29 czerwca 2012

Pietruszka i pomidory. Tabouleh i coś jeszcze. Na lunch do pracy.


Przepis na tą sałatkę przywiozła z Półwyspu Arabskiego moja mama. Od tamtej pory wiosną i latem często gości na naszym stole. To prawdziwa bomba witaminowa. Natka pietruszki, pomidory, cebula, sok z cytryny. Bogactwo składników mineralnych i witamin.

Niecodzienny w tym wydaniu Tabouleh'a jest dodatek cynamonu. Nawet jego niewielka ilość zmienia smak sałatki w sposób niezwykły. Jeśli nie próbowaliście do tej pory to spróbujcie z dodatkiem tej korzennej przyprawy. Gwarantuję, że zauroczycie się jej smakiem :)


Najczęściej jadam ją samą, bez zbędnych dodatków, ale tym razem przygotowywałam ją z myślą o lunchu w pracy, zrobiłam więc grillowane drobiowe kotlety.

Grillowane kotlety drobiowe

przepis własny
(na 8 małych sztuk)

Składniki:
500g mielonego mięsa z kurczaka
1 jajko
2-3 łyżki bułki tartej
1 łyżka posiekanych liści mięty
1/2 łyżeczki kminu rzymskiego
1 łyżeczka pieprzu (młotkowanego)
1 łyżeczka nasion kolendry (utartych w moździerzu)
1/2 łyżeczki chilli

plus do formowania
mąka

Przygotowanie:
Do dużej miski włóżcie mięso, dodajcie jajko, posiekane liście mięty, przyprawy oraz bułkę tartą i dokładnie wymieszajcie. Nabierajcie masę łyżką stołową i formujcie kotlety w omączonych dłoniach. Ułóżcie je na lnianej ściereczce i lekko dociśnijcie. Rozgrzejcie patelnię grillową i usmażcie kotlety (po 2-3 minuty na każdej stronie). Podawajcie na ciepło ze schłodzonym Tabouleh'em. Smacznego!

środa, 26 października 2011

Cieciorka, kus kus i mnóstwo przypraw. Kolejne wspólne gotowanie.


Dzisiaj kolejna odsłona wspólnego gotowania. Mimo przejścia bloga w tryb prywatny nadal zamierzam tą zabawę kontynuować. Sprawia mi to mnóstwo frajdy, więc dlaczego miałabym z tego rezygnować :)


Tym razem w naszej wirtualnej kuchni spotkałam się z Malwi, Maggie, Shinju, Pluskotką, Ilonką i Justysią. Miło było z Wami poeksperymentować kobietki!

Początkowo bałam się dodatku rodzynek, jakoś nie pasowały mi do całości. Wahałam się do końca, czy ich nie pominąć... Postanowiłam tym razem jednak nie "mieszać" w przepisie i się go trzymać do końca. Jak dla mnie całkiem nieźle smakuje, choć najwięcej smaku dodają jej przyprawy. Kmin, kolendra i imbir, wspaniale rozgrzewają! Tego mi było trzeba po wietrznym dniu.

Następnym razem spróbuję jednak bez rodzynek i z dodatkiem papryczek chilli.

Przepis dodaję do akcji Peli "III Barek Sałatkowy".

III Bar sałatkowy zaproszenie


MAROKAŃSKA SAŁATKA Z CIECIORKĄ I KUSKUSEM

(na 4 porcje)

Składniki:
1 szklanka kus kus
1/4 szklanki rodzynek
1 i 1/4 bulionu warzywnego
3 łyżki oliwy (użyłam z papryczkami chilli)
2 łyżki soku z cytryny
1 ząbek czosnku
1 łyżeczka kminu (mielonego)
1 łyżeczka kolendry (mielonej)
1/2 łyżeczki imbiru (mielonego)
1 łyżeczka soli gruboziarnistej
1 marchewka
1/2 czerwonej papryki
1/4 czerwonej cebuli
1 puszka cieciorki
1/4 pęczka natki pietruszki

Przygotowanie:
Marchewkę utrzeć na tarce o małych oczkach, a paprykę i cebulę drobno posiekać.  Do miski wsypać kus kus i rodzynki, całość zalać wrzącym bulionem. Przykryć talerzem i zostawić na 5 minut, aż kasza wchłonie płyn. W  słoiczku wymieszać oliwę, sok cytrynowy, rozgnieciony i pokrojony ząbek czosnku oraz przyprawy, dokładnie wstrząsnąć. Doprawić solą do smaku. 

Napęczniały kus kus rozdrobnić widelcem, dodać marchewkę, paprykę, cebulię, cieciorkę i posiekaną natkę pietruszki. Całość dokładnie wymieszać.

Podawać polane dresiingiem, dokładnie wymieszać. Smacznego!

wtorek, 10 maja 2011

Hummus z limonką i kolendrą


W końcu udało mi się ogarnąć po weekendowo-urodzinowym szaleństwie. Organizacja dwóch imprez pod względem kulinarnym to nie lada wyczyn. Na szczęście mi się udało, z czego jestem niezmiernie dumna.

W trakcie najbliższych wpisów podzielę się z Wami kilkoma ciekawymi przepisami, które podczas nich wykorzystałam. Na pierwszy ogień idzie hummus z lekką nutą limonki i kolendry. Najlepiej smakuje z kromką ulubionego pieczywa, lekko opieczoną w piekarniku lub na grillu.


HUMMUS Z LIMONKĄ I KOLENDRĄ


Składniki:
2 puszki cieciorki (po 400g)
2 ząbki czosnku
3 łyżki jogurtu naturalnego
kilka kropel oleju sezamowego
3 łyżki oliwy
1 limonka
mała garść listków kolendry

plus
oliwa do polania
kiełki rzodkiewki

Przygotowanie:
Cieciorkę osączyć z wody. Limonkę sparzyć, zetrzeć niej skórkę i wycisnąć sok. Wszystkie składniki włożyć do miski blendera (z wyjątkiem liści kolendry) i dokładnie zmiksować. Dodać liście kolendry i miksować przez chwilę. Przełożyć do miseczki, spryskać oliwą i udekorować kiełkami rzodkiewki.

Podawać na kromce ulubionego pieczywa. Smacznego!