Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia polska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 lutego 2019

Zupa ogórkowa zabielana.

zupa ogórkowa zabielana

Jeden z absolutnych i niekwestionowanych klasyków w naszym domu. Zupa ogórkowa. Z własnych tartych ogórków (no dobra, maminych ogórków). Najczęściej gości w naszym domu ogórkowa z ziemniakami, ale coraz częściej też przekonuję się do wersji z ryżem. 

Zupę ogórkową lubię przede wszystkim za ten charakterystyczny kwaśny smak. Teraz gdy walczę z przeziębieniem taka miseczka parującej zupy jest jak wybawienie. Wersja ogórkowej z ziemniakami jest o tyle dobra, że jeśli nagotujecie jej naprawdę spory gar, to możecie przełożyć ją do słoików i zapasteryzować. Wtedy możecie mieć ją gotową na każde zawołanie.

wtorek, 29 stycznia 2019

Kartoflanka na zasmażce.


Lubię ziemniaki. Wczesną wiosną lubię ziemniaki prosto z wody, jeszcze ze skórką, odrobiną soli, świeżym koperkiem i odrobiną oliwy lub oleju lnianego. Lubię ruskie pierogi, których podstawą są ziemniaki. Od tej zimy lubię też kartoflankę. Zupę prostą, ale tak aromatyczną, że wierzyć się nie chce że jej podstawę stanowią tylko ziemniaki. Stojąc nad garnkiem i mieszając cały czas byłam przekonana, że ten zapach coś mi przypomina... Nie minęło kilka dobrych minut, a uświadomiłam sobie, że ta zupa pachnie jak ruskie pierogi... 

wtorek, 22 stycznia 2019

Zupa kalafiorowa z koperkiem (zabielana).

prosta zupa kalafiorowa

Lubię  kalafior. W dzieciństwie najczęściej jadałam go gotowanego z wody z bułką tartą. Ewentualnie w zupie warzywnej zwanej u nas "śmieciówką". "Śmieciówka" to zupa pełna letnich warzyw - fasolki szparagowej, kalafiora, młodej marchewki, pietruszki i selera. Samo dobro! Tym razem też chciałam taką zrobić, ale okazało się że w zamrażalniku nie mam już ani jednego strączka fasolki. Stanęło więc na zupie kalafiorowej. Teraz możecie wykorzystać mrożone różyczki, ale latem koniecznie zróbcie ją z młodych warzyw. 

wtorek, 8 stycznia 2019

Krupnik.Tak zwyczajnie.

krupnik na skrzydełkach

Lubię krupnik. Całe moje dzieciństwo mogłoby składać się w sumie z czterech zup: niedzielnego rosołu, poniedziałkowej pomidorowej, krupniku i letniej "śmieciówki". Tak, zdecydowanie to moje smaki. Długo nie rozumiałam, dlaczego moje zupy wychodzą takie nijakie i jakby płytkie w smaku. Na studiach zawsze ratowała je kostka rosołowa, jak w reklamach. Ale umówmy się sól i inne polepszacze smaku nawet nie zbliżały mnie do poszukiwanego smaku dzieciństwa. Teraz po latach wiem, że podstawa to dobry wywar, a dobra zupa nie będzie gotowa w 20 minut. Mój krupnik gotuję ponad godzinę i śmiało mogę powiedzieć, że to jest ten smak, który pamiętam z rodzinnego domu.

niedziela, 22 lipca 2018

Botwinka i ogórek. Koperek i szczypiorek. Chłodnik litewski.


Wczoraj zaszalałam z pracami w ogrodzie, więc dziś mam luz i mogę się polenić. Choć ten kto ma przydomowy ogród, doskonale wie, że nawet jeśli nie ma żadnej pracy do wykonania to i tak znajdzie się powód, by pogrzebać w ziemi. Gdy z nieba leje się żar tak jak wczoraj, warto mieć na podorędziu coś co schłodzi rozgrzany organizm. My mieliśmy akurat pod ręką wodę z limonką, mięta i odrobiną syropu z kwiatu dzikiego bzu. Wiele oddałabym jednak za kubek chłodnika.

wtorek, 23 sierpnia 2016

Grzyby, suszone i świeże. Garść własnych ziół. Zupa.


Witajcie!

Prace nad blogiem, choć może tego nie widać na pierwszy rzut oka trwają. Na razie zajęłam się przerabianiem i formatowaniem starych postów. Niektóre wyglądają tak, że dziwię się, że ziemia jeszcze się pode mną nie otworzyła, bym mogła się pod nią zapaść. Niestety nie ma tak łatwo. Zachciało mi się zmieniać szablon to i stare ustawienia się posypały. Dlatego teraz zaczynam od końca, a tak naprawdę od początku.

wtorek, 12 maja 2015

Botwinka i młoda marchewka. Koperek i bulion warzywny. Wiosenna botwinka.


Jak tu nie lubić maja, skoro wybierając się na pobliski bazar, czy nawet odwiedzając mały stragan z warzywami, aż roi się od młodych kolorowych warzyw. Tym razem uśmiechnął się do mnie niepozorny pęczek botwinki. Niewielkie, prawie niewykształcone buraczki i duże jędrne liście... a w głowie myśl o prostej wiosennej botwince na bulionie warzywnym. Lekka, na słoneczny dzień. 


Wiosenna botwinka

przepis własny
(na 4 porcje)

Składniki:

1 pęczek botwinki
1 pęczek koperku
4 młode marchewki
1l bulionu warzywnego
sól i pieprz do smaku
4 łyżki gęstego jogurtu (opcjonalnie)

Przygotowanie:

Botwinkę dokładnie umyj, osusz. Buraczki pokrój w cienkie plasterki, a liście grubo przesiekaj. Koperek drobno posiekaj, odłóż 1 łyżkę do posypania. Marchewki dokładnie wyszoruj pod zimną wodą i pokrój w cienkie plasterki.

Do garnka wlej bulion, dodaj pokrojone warzywa i gotuj przez 10 minut na małym ogniu. Pod koniec gotowania dopraw do smaku solą i pieprzem.

Przed podaniem posyp odłożonym koperkiem. Możesz również dodać po łyżce gęstego jogurtu.

Smacznego!

czwartek, 26 lutego 2015

Niepalona kasza gryczana i kurczak. Pieczarki i cebula. Lunchowo.


Jak przygotować o poranku lunch do pracy i go nie przypalić, gdy jednocześnie suszy się włosy i robi makijaż? Trzeba przygotować coś prostego i szybkiego, co można na chwilę opuścić, żeby poprawić rozmazany tusz :)

Dziś nie mogłam się dobudzić, a do domowych lunchów już się przyzwyczaiłam (pomogło w tym z pewnością bento, ale o tym będzie innym razem). Nie pozostało mi nic innego jak wytężyć umysł o brzasku i z tego, co mój mózg zarejestruje przygotować sobie jedzenie do pracy. Padło na proste smaki - kurczak i pieczarki. To połączenie nie może się nie udać, prawda? Z takim przeświadczeniem zabrałam się do dzieła. W efekcie okazało się, że jestem dobra w robieniu kilku rzeczy na raz, bo udało mi się nic nie przypalić, zrobić make-up, wysuszyć włosy i uprasować ubrania. A i jeszcze zostało mi wystarczająco dużo czasu na zrobienie zdjęć, obrobienie ich i napisanie dzisiejszego posta.

Zdarzają Wam się takie poranki? Że niby jesteście w niedoczasie, a potem okazuje się że zrobiliście więcej niż normalnie?


Kurczak z niepaloną kaszą gryczaną i pieczarkami

przepis własny
(na 2 porcje)

Składniki:
1 szklanka suchej niepalonej kaszy gryczanej
200g piersi z kurczaka
100g pieczarek
1 mała cebula
1 łyżka oleju
sól i pieprz do smaku

plus do dekoracji
posiekana natka pietruszki

Przygotowanie:
Kaszę zalejcie zimną wodą (ok. 2 szklankami). Doprowadźcie do wrzenia i gotujcie na małym ogniu, aż kasza będzie miękka, ale nie będzie się rozpadać. Osączcie na sicie, odstawcie na bok.

Kurczaka pokrójcie na kawałki wielkości kęsa. Pieczarki i cebulę pokrójcie w półplasterki.

Na patelni mocno rozgrzejcie olej. Dodajcie pieczarki, smażcie aż do zezłocenia. Następnie dodajcie kurczaka i smażcie przez 2-3 minuty. Na koniec dodajcie cebulę i smażcie do czasu, aż się zeszkli. Dodajcie ugotowaną kaszę, doprawcie do smaku solą i pieprzem.

Podawajcie posypane natką pietruszki. Smacznego!

wtorek, 30 grudnia 2014

Polędwiczka wieprzowa i jałowiec. Grzyby (mrożone) i cząber. Takie soczyste!


Kochani, i jak Wasze samopoczucie po Świętach? 
Nie możecie patrzeć na jedzenie, czy jednak skusicie się na kawałek mięsa?

Jeśli to drugie, to zapraszam na dzisiejszy przepis. Chrupiąca skórka i soczyste mięso polędwiczki wieprzowej. Można ją pokroić w grubsze plastry i podawać z duszonymi grzybami na obiad (jak ja pokazuję Wam dzisiaj). Sprawdzi się również cienko pokrojona jak wędlina. Wystarczy odrobina chrzanu i ulubiony chleb, a śniadanie nabiera zimowych rumieńców.

Polędwiczka wieprzowa z duszonymi grzybami

przepis własny
(na 2 porcje)

Składniki:
1 polędwiczka wieprzowa (ok. 360g)
2 łyżki oliwy
4 ziarna jałowca (rozgniecione i drobno posiekane)
1/4 łyżeczki czarnego pieprzu (świeżo zmielonego)
1 łyżeczka suszonego cząbru
szczypta soli

na duszone grzyby:
300g mrożonych grzybów leśnych (krojonych) [rozmrożonych]
1 cebula
2 łyżki masła
1 łyżeczka suszonego cząbru
1/3 szklanki śmietany 12%
sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:
Mięso umyjcie zimną wodą, dokładnie osuszcie i odłóżcie na bok. W misce wymieszajcie oliwę i przyprawy. Przygotowaną marynatą dokładnie natrzyjcie mięso. Przełóżcie do miski i wstawcie do lodówki na co najmniej 3 godziny.

Mięso wyciągnijcie z lodówki na ok. 30 minut przed smażeniem. Gdy wrzucicie je na rozgrzaną patelnię powinno być w temperaturze pokojowej. Zrumieńcie z każdej strony. 

Piekarnik rozgrzejcie do 200 stopni (górna i dolna grzałka).

Zrumienioną polędwiczkę przełóżcie do żaroodpornego naczynia. Wstawcie do rozgrzanego piekarnika i pieczcie pod przykryciem przez 20 minut. Następnie zdejmijcie pokrywkę i dopiekajcie przez 10 minut bez przykrycia.

W czasie gdy mięso się piecze przygotujcie grzyby. Na patelni rozpuśćcie masło. Dodajcie drobno posiekaną cebulę i cząber, smażcie aż cebula zmięknie. Dodajcie rozmrożone grzyby, wymieszajcie. Smażcie na średnim ogniu przez 10-15 minut. Dodajcie śmietanę i smażcie przez kolejne 10 minut. Na koniec doprawcie do smaku solą i pieprzem.

Upieczone mięso wyjmijcie z naczynia żaroodpornego i odłóżcie na bok, by soki się uspokoiły. Następnie pokrójcie na ok. 2cm plastry.

Podawajcie pokrojoną polędwiczkę na duszonych grzybach. Smacznego!

sobota, 15 listopada 2014

Śledź i pęczak. Białe wino i tymianek. Grillujemy i mieszamy.


Za nami najkrótszy chyba w tym roku pracujący tydzień. W pracy tylko trzy dni, a oczekiwanie na weekend co najmniej trzykrotnie większe. Dla mnie weekend zaczyna się od wyprawy na południe Polski. Będę odkrywać w sobie pierwiastek wolontariatu.

A Wy jakie macie plany na weekend?


Może skusicie się na grillowanego śledzia na tymiankowym pęczotto. Do tego przepisu musicie użyć "naturalnych" filetów. Popularne matjasy się tu nie sprawdzą. Polecam gorąco!


Grillowane filety śledziowe na tymiankowym pęczotto

przepis własny
(na 2 porcje)

Składniki:
4 filety ze śledzia (oczyszczone z ości)
1 mała cebula
1 łyżka masła
3/4 szklanki pęczaku
1 łyżeczka listków tymianku
1/2 szklanki białego wina
2 szklanki bulionu warzywnego
2 łyżki startego dojrzałego sera (np. cheddara)
sól i pieprz do smaku

plus do dekoracji
gałązki tymianku

Przygotowanie:
Filety śledziowe natnijcie od strony skóry, lekko oprószcie solą i pieprzem z obu stron. Włóżcie do lodówki na czas przygotowywania pęczotto.

Na patelni rozpuśćcie masło. Dodajcie drobno posiekaną cebulę, zeszklijcie. Dodajcie pęczak i tymianek, dokładnie wymieszajcie, by tłuszcz pokrył każde ziarenko. Wlejcie wino, pozwólcie mu odparować, co jakiś czas mieszajcie. Gdy płyn odparuje, to wlejcie 1/2 szklanki bulionu i ponownie mieszajcie, aż płyn odparuje. Dolewajcie kolejne porcje bulionu, dopiero gdy wcześniejsza porcja odparuje. Wraz z ostatnią porcją bulionu dodajcie ser i cały czas mieszajcie.

W tym czasie rozgrzejcie patelnię grillową. Gdy zacznie dymić, ułóżcie na niej filety śledziowe (skórą do dołu). Smażcie przez kilka minut, aż brzegi filetów się zrumienią. Przekręćcie na drugą stronę i dosmażajcie przez 2 minuty. 

Na talerze rozłóżcie po połowie przygotowanego pęczotto. Na wierzchu ułóżcie zgrillowane śledzie.

Podawajcie od razu udekorowane gałązkami tymianku.

Smacznego!

wtorek, 9 września 2014

Podgrzybki i niepalona kasza gryczana. Tymianek i białe wino. Jak risotto.


Wchodząc do lasu nie nastawialiśmy się na udane zbiory, bo w lesie było bardzo sucho. Na szczęście wybraliśmy się w las typowo sosnowy, gdzie poszycie grubo zarośnięte było zielonym dywanem mchu. W takich warunkach najlepiej rosną podgrzybki i właśnie tych najwięcej wylądowało w naszym koszu.

Wystarczyło tylko chodzić dookoła i co chwilę jakiś brązowy kapelusz rzucał się w oczy. Bez względu na to ile osób kręciło się w okolicy i tak wracając jeszcze można było jakieś maleństwo wypatrzeć. W sumie zakończyliśmy grzybobranie z połową wiklinowego kosza wypełnioną małymi podgrzybkami (trzy prawdziwki się nie liczą). Jeszcze na działce oczyściliśmy grzyby, żeby mieć spokój w domu.


Potem wystarczyło tylko obmyślić, co z nich dobrego przyrządzić. Ale gdy tylko Połówek wyskoczył z pomysłem na sos grzybowy z kaszą gryczaną mi z kolei w głowie zaświtał pomysł na coś w stylu risotto. Niepalonej kaszy gryczanej jeszcze w ten sposób nie podawałam. Obowiązkowo z tymiankiem i wytrawnym gruzińskim białym winem.

Po ostatnim blogerskim pikniku barek wzbogacił się o dwie butelki wytrawnego RKATSITELI Grusignac 2012. Co nieco o tym winie możecie poczytać u Dominiki. Dla mnie to bardzo przyjemne w odbiorze wino. Przy tej potrawie sprawdziło się idealnie.


Podgrzybki z niepaloną kaszą gryczaną i tymiankiem

przepis własny
(na 2 porcje)

Składniki:
1 szklanka niepalonej kaszy gryczanej
1 szalotka
1 łyżka oliwy
1/2 szklanki białego wytrawnego wina
2 szklanki bulionu warzywnego
1 łyżka drobno posiekanych igiełek tymianku
2 łyżki startego sera Bursztyn
200g małych podgrzybków
sól i pieprz do smaku

plus do dekoracji
gałązka tymianku
kilka cienkich plasterków sera Bursztyn 

Przygotowanie:
Podgrzybki przekrójcie wzdłuż na pół. Na patelni rozgrzejcie łyżeczkę oliwy, dopiero gdy będzie mocno rozgrzana dodajcie grzyby (przekrojoną stroną do dołu) i zrumieńcie. Smażcie jeżcie przez chwilę. Odłóżcie na bok na czas przygotowywania kaszy.

Na patelni rozgrzejcie oliwę. Dodajcie drobno pokrojoną szalotkę, zeszklijcie. Dodajcie kaszę gryczaną, dokładnie wymieszajcie by każde ziarenko pokryło się oliwą. Wlejcie wino, gotujcie przez kilka minut, by alkohol odparował. Stopniowo wlewajcie bulion (po ok. 100ml). Kolejne porcje wlewajcie dopiero, gdy płyn odparuje, cały czas mieszajcie. Zanim wlejecie ostatnie 100ml dodajcie tymianek i starty ser, dokładnie wymieszajcie. Dodajcie podsmażone podgrzybki i ostatnią partię bulionu. Gotujcie aż, odparuje. 

Podawajcie od razu, udekorowane gałązkami tymianku plasterkami sera. Smacznego!

wtorek, 19 sierpnia 2014

Śliwki i cukier. Trzy dni smażenia. Powidła.


Powidła śliwkowe. Jeden z moich ulubionych przetworów ze śliwek. Do tej pory jednak ktoś je dla mnie zawsze przygotowywał. Te kupione w sklepie miały zawsze za dużo cukru. Te ulubione musiały być domowe. W sam raz kwaśne o mocno skoncentrowanym śliwkowym smaku. Takie lubię najbardziej.

I takie w końcu sobie zrobiłam sama. Bo jak Ada wspomniała na fejsbuku, że śliwki w tym roku powariowały i obrodziły na potęgę nie mogłam sobie odmówić większego zamówienia. Zwłaszcza, że owoce pochodzą ze znanego źródła i nie były pryskane. Umówiona z Adą na 10kg śliwek z niecierpliwością wyczekiwałam dnia dostawy (to również był dzień pikniku blogerów). Na moje szczęście/nieszczęście kilku umówionych klientów nie stawiło się na miejscu wymiany, więc przypadła mi cała skrzynka tych fioletowych smakołyków. Z przygodami (dwa razy skrzynka, która miała trafić w ręce me pękła pod naporem owoców) wylądowały na moim biodrze. Do domu na szczęście miałam niedaleko i udało mi się je bezpiecznie donieść. I tak 15kg śliwek (mniej i bardziej dojrzałych) znalazło się w mojej kuchni.

Pierwsze, o czym pomyślałam patrząc na nie, to smażone przez trzy dni powidła. Z minimalną ilością cukru, by kwaśność śliwek była wyczuwalna, ale by nie cierpł od niej język. No takie w sam raz. Wiecie o co chodzi, prawda? :) 

Ich przygotowanie nie wymaga wielu składników, wystarczą tylko dwa - dojrzałe śliwki i cukier. Za to potrzeba im poświęcić dużo uwagi, ale wierzcie mi, warto. Bo gdy potem zimą otworzycie słoiczek takich powideł, ich smak powali Was na kolana swoim smakiem. Takie powidła świetnie spiszą się zimą do kruchych rogalików, czy do przełożenia świątecznego piernika.


Powidła śliwkowe (trzy dni smażone)

oryginalny przepis pochodzi z bloga kuchennearomaty.blogspot.com
(na 2,2l powideł)

Składniki:
4kg śliwek węgierek
400g cukru

Przygotowanie:
Śliwki umyjcie, pozbawcie pestek i wrzućcie do dużego garnka z dużym dnem (takiego, w którym podczas smażenia śliwki nie będą się Wam przypalać). Zasypcie cukrem, dokładnie wymieszajcie. Postawcie garnek na małym ogniu i smażcie przez 3 godziny. Co jakiś czas mieszajcie i pilnujcie, by owoce się nie przypaliły. Po tym czasie zdejmijcie z ognia i odstawcie w chłodne miejsce.

Następnego dnia ponownie wstawcie garnek z powidłami na mały ogień i smażcie przez godzinę. Jak poprzedniego dnia, co jakiś czas mieszajcie, by śliwki się nie przypaliły. Zdejmijcie z ognia i ponownie odstawcie w chłodne miejsce.

Trzeciego dnia wstawcie garnek na mały ogień i ponownie smażcie przez godzinę. Częściej niż poprzedniego dnia mieszajcie, by śliwki się nie przypaliły. 

Po godzinie smażenia gorące powidła przełóżcie do wyparzonych słoików. Szczelnie je zakręćcie i pasteryzujcie przez około 25 minut. Następnie wyciągnijcie je z wody, przewróćcie do góry dnem i zostawcie do całkowitego ostygnięcia.

Tak przygotowanymi słoiczkami z powidłami cieszcie się zimą.

Smacznego!

piątek, 25 lipca 2014

Młode ziemniaki i koperek. Jajka i natka pietruszki. Ekspresowy obiad.


Bo czasem nawet blogerka kulinarna ma ochotę na prosty obiad, który wg rekomendacji samego Jamiego O. "zrobi się" w ciągu 30 minut. W przypadku pracy na etat, takie ekspresowe obiady są na wagę złota. Zwłaszcza gdy trzeba się jeszcze spakować na weekendowy wypad za miasto.

Młode ziemniaki do tej pory gotowałam bardzo tradycyjnie, bo w wodzie z solą. Od dziś będę eksperymentować z różnymi dodatkami, ponieważ ziemniaki przechodzą smakiem użytych ziół i nabierają charakteru.

Latem młode ziemniaki z koperkiem u nas w rodzinie albo były podawane ze zsiadłym mlekiem (obowiązkowo wtedy jedzone na świeżym powietrzu w gorące dni) lub jajkiem sadzonym. Tym razem postanowiłam jednak "zaszaleć" i przygotować jajko w koszulce.

Kiedyś bałam się ich przygotowywania, teraz po kilku próbach już nie taki diabeł straszny, jak go sama malowałam. Najważniejsze są:
1) rozbić jajko do naczynia (najlepiej z uchwytem, jak np. mała filiżanka), z którego potem łatwo będziecie mogli przelać je do garnka z wrzącą wodą;
2)  woda z octem, dzięki czemu białko szybciej się ścina;
3) kilkukrotne zamieszanie łyżką, by stworzyć wir, a następnie gdy wlejecie jajko mieszanie w odwrotną stronę, by białko przykryło żółtko.
To mój sprawdzony przepis na jajko w koszulce. 

A jakie Wy macie patenty, żeby jajko wyszło idealnie?


Młode ziemniaki z jajkiem w koszulce

inspiracja pochodzi z programu Jamiego Olivera "30 minut Jamiego"
(na 2 porcje)

Składniki:
600g młodych ziemniaków (ze skórką)
skórka z połowy cytryny
2-3 gałązki tymianku
1 łyżeczka soli
garść koperku
1 łyżka oliwy
2 duże jajka

plus
garść liści natki pietruszki
2 łyżki oliwy
sól morska
świeżo zmielony czarny pieprz

Przygotowanie:
Ziemniaki pokrójcie na małe kawałki (wielkości dwóch kęsów), wrzućcie do garnka i zalejcie wodą. Dodajcie skórkę z cytryny, tymianek i sól. Gotujcie do miękkości. Usuńcie cytrynę i tymianek, odcedźcie. Przełóżcie do dużej miski.

Koperek drobno posiekajcie, dodajcie do ziemniaków. Wlejcie oliwę i dokładnie wymieszajcie.

W moździerzu utrzyjcie natkę pietruszki z oliwą, doprawcie solą.

W rondlu zagotujcie około 2l wody z octem (około 2 łyżkami). Gdy woda zacznie się gotować, zamieszajcie ją energicznie kilka razy, by powstał wir. Wbijcie kolejno do filiżanki po 1 jajku, ostrożnie wlejcie do wody. Gotujcie każde przez około minutę, następnie wyjmijcie łyżką i osuszcie papierowym ręcznikiem.

Podawajcie od razu. Rozłóżcie do dwóch miseczek ziemniaki z koperkiem. Na wierzchu ułóżcie jajko w koszulce, a na nim łyżkę utartej w moździerzu natki pietruszki. Na koniec oprószcie obficie pieprzem. Smacznego!

czwartek, 24 lipca 2014

Kurki i rozmaryn. Białe wino i mielone mięso. Kotlety.


Gdy przygotujesz farsz do nadziania cukinii a piekarnik jak na złość nie chce się odpalić, to wiedz że coś się dzieje! W moim przypadku awaria piekarnika (chwilowa jak się później okazało) przyspieszyła to co mieliśmy już z Połówkiem w planach - wymianę całej kuchenki na nowszy model. Kuchenka kuchenką, ale co zrobić z przygotowanym farszem, przecież go nie wyrzucę...

Długo nie myślałam, dodałam bułkę tartą i już oprószałam dłonie mąką, by formować kotlety. I tak faszerowana cukinia przekształciła się w mielone z kurkowym twistem. Nie powiem, żeby Połówek protestował przeciwko takiej zamianie :) Kotlety wyszły soczyste z lekkim rozmarynowo-winnym posmakiem.

Wam też zdarzają się takie sytuacje?



Kotlety mielone z kurkami i rozmarynem

przepis własny
(na 10 sztuk)

Składniki:
100g kurek
1 cebula
2-3 młode gałązki rozmarynu
1 łyżka oleju
1/4 szklanki białego wina
500g mielonego mięsa wieprzowego (z karkówki)
3 łyżki bułki tartej
sól i pieprz do smaku 

plus
mąka do formowania kotletów
olej do smażenia

Przygotowanie:
Kurki dokładnie umyjcie, osuszcie i drobno pokrójcie. Cebulę obierzcie i pokrójcie w drobną kostkę. Igiełki rozmarynu oderwijcie od łodyżek i drobno posiekajcie.

Na patelni rozgrzejcie olej, dodajcie pokrojoną cebulę i zeszklijcie. Dodajcie kurki i rozmaryn, dokładnie wymieszajcie. Smażcie przez kilka minut, aż kurki zmiękną. Zalejcie winem i gotujcie na wolnym ogniu, aż płyn całkowicie odparuje. Odstawcie na bok do ostygnięcia.

W misce wymieszajcie przygotowane kurki, mięso wieprzowe i bułkę tartą, doprawcie do smaku solą i pieprzem. Formujcie kotlety dłońmi obsypanymi mąką. Smażcie na rozgrzanej patelni (z 1 łyżką oleju) na złoto z obu stron, po ok. 3-4 minuty na każdej stronie. 

Podawajcie od razu z ugotowanymi młodymi ziemniakami. Smacznego!

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Jarmuż i cheddar. Mąka i woda. Pierogi z jarmużem.


Od tych pierogów wszystko się zaczęło! To była miłość od pierwszego kęsa...

O czym mowa? O słynnych już pierogach Joasi (z jarmużem i cheddarem). To od nich zaczęła się moja miłość do jarmużu. Przygotowane na pewną blogerską imprezę znikały z patelni zanim opuściły kuchenny próg. Zgromadzona w salonie grupa długo na nie oczekiwała, nie kryjąc zdziwienia, że odgrzanie pierogów może tyle czasu zajmować. Ale cisza, nikomu nie powiecie, prawda? :)

Teraz gdziekolwiek widzę te kędzierzawe liście nie jestem w stanie się im oprzeć i choć kilka musi wylądować w mojej torbie. Nie jestem najlepsza w wyrabianiu ciasta pierogowego. Mistrzem w naszym domu jest tata. Mama jest genialna w przygotowywaniu farszu, nikt nie doprawi go tak jak ona. My z bratem zawsze sklejamy pierogi, w tym jesteśmy dobrzy, naprawdę dobrzy...

Ostatnio, gdy zakupiłam dużą pakę jarmużu od Majlertów, postanowiłam sama zabrać się za bary z pierogowym szaleństwem. 

Ciasto, oczywiście wg rodzinnych receptur (niewiele odbiegający od znanych 450ml mąki na 250ml wody). Najważniejsze to wyczuć ten moment, gdy ciasto ma właściwą konsystencję. Zbyt długie wyrabianie spowoduje, że ciasto będzie coraz bardziej lepkie i będzie wręcz domagało się większej ilości mąki. Grubość na jaką rozwałkujecie ciasto zostawiam już Waszym upodobaniom.

Farsz , grunt to idealnie go doprawić. Tu zdałam się na Joasię, doprecyzowując tylko jej przepis.

Efekt obejrzyjcie sami.


Pierogi z jarmużem i cheddarem

oryginalny przepis pochodzi od Joasi
(na 25 sztuk)

Składniki:
na ciasto:
1 szklanka mąki
1/2 szklanki ciepłej wody
szczypta soli

na farsz:
250g jarmużu (ok. 10-12 liści)
1 łyżka oliwy
2 średniej wielkości cebule
2 ząbki czosnku
1/3 łyżeczki gałki muszkatołowej
1 łyżeczka świeżo zmielonego czarnego pieprzu
1/4 łyżeczki ostrej papryki
1 jajko
200g cheddara
sól do smaku

Przygotowanie:
Na początek zajmijcie się farszem. Jarmuż dokładnie umyjcie, wytnijcie nerwy, porwijcie na mniejsze kawałki i sparzcie wrzącą wodą. Osuszcie na sicie. Osuszony pokrójcie na mniejsze kawałki. Cebulę pokrójcie w drobną kostkę. Czosnek rozgniećcie, by uwolnić jego aromat i bardzo drobno posiekajcie. Ser zetrzyjcie na tarce o grubych oczkach.

Na patelni rozgrzejcie oliwę, dodajcie posiekaną cebulę, zeszklijcie. Dodajcie posiekany czosnek, smażcie przez chwilę, by smak rozprzestrzenił się na całą patelnię. Następnie dodajcie osączony jarmuż, duście przez 3-4 minuty. Doprawcie gałką muszkatołową, świeżo zmielonym pieprzem i ostrą papryką. 

Zdejmijcie z ognia, ostudźcie. Dodajcie rozkłócone jajko i starty cheddar, dokładnie wymieszajcie. Odstawcie na bok na czas przygotowywania ciasta.

Mąkę przesiejcie do miski, dodajcie szczyptę soli, wymieszajcie. Następnie wlejcie wodę. Zagniećcie elastyczne ciasto (nie powinno być twarde - jeśli takie jest, to dolejcie odrobinę ciepłej wody). Przykryjcie ściereczką i odstawcie na 15 minut pod ściereczką, by odpoczęło.

Gdy ciasto będzie już "wypoczęte" cienko je rozwałkujcie. Wykrawajcie szklanką koła o średnicy 10cm. Na każde nakładajcie około 1 łyżki farszu, złóżcie je na pół i zlepcie pierogi.  Przygotowane pierogi układajcie na ściereczce.

W dużym garnku zagotujcie wodę, dodajcie szczyptę soli. Wrzucajcie gotowe pierogi do wrzątku. Gotujcie do wypłynięcia.

Podawajcie od razu, z podsmażoną na oliwie cebulką lub odsmażane z patelni. Smacznego!

niedziela, 3 listopada 2013

Kurczak i miód drahimski. Szare renety i tymianek. Niedzielny obiad.


Ostatnio przy okazji odchudzonej fasolki po bretońsku wg Polki pisałam Wam o paczce z kampanii Trzy znaki smaku. W zestawie oprócz kiełbasy lisieckiej i fasoli z Doliny Dunajca znalazł się wrzosowy miód drahimski, suska sechlońska, smażony ser i olej rydzowy. Powolutku dla wszystkich składników znajduję zastosowanie. Tym razem skusiłam się na miód, który oczarował mnie już podczas warsztatów.

Miód drahimski* jest produktem chronionym na terenie Unii Europejskiej od czerwca 2011 roku znakiem Chronione Oznaczenie Geograficzne. Znak ten oznacza, ze wszystkie etapy produkcji muszą się odbywać w ściśle określonym obszarze. Tylko miód produkowany na terenie gmin Czaplinek, Wierzchowo, Barwice, Borne Sulinowo i Nadleśnictwa Borne Sulinowo może być nazywany drahimskim. Każdy z producentów jeśli chce swój miód sprzedawać jako miód drahimski jest zobowiązany do wykorzystywanie jednakowej etykiety.


Jako miód drahimski możecie spotkać miód gryczany, rzepakowy, wrzosowy, lipowy i wielokwiatowy.  Występuje pod postacią patoki (płynnego miodu), kremowaną lub skrystalizowaną. 

Mój ma postać płynną i bardzo dobrze sprawdza się w emulsyjnych marynatach i sosach do sałatek. 


Pieczony kurczak miodowo-musztardowy z nadzieniem z szarych renet

przepis własny
(na niedzielny rodzinny obiad)

Składniki:
1 kurczak (o wadze ok. 1,8kg)
2 szare renety
4 łyżki miodu drahimskiego (wrzosowego)
4 łyżki oleju
2-3 łyżki musztardy dijon (wg upodobań)
2 ząbki czosnku
1/2 łyżeczki suszonego tymianku
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki pieprzu
1/2 łyżeczki ostrej papryki

plus do dekoracji
gałązki suszonego tymianku

Przygotowanie:
Kurczaka dokładnie umyjcie, osuszcie papierowym ręcznikiem.

W misce wymieszajcie miód, olej, musztardę, przeciśnięty przez praskę czosnek i przyprawy (bez tymianku), aż składniki się połączą w jednolitą marynatę. Odłóżcie jedną łyżkę marynaty. 

W drugiej misce wymieszajcie odłożoną marynatę z tymiankiem. Szare renety pokrójcie w ćwiartki, dodajcie do marynaty i dokładnie wymieszajcie. Nadziejcie jabłkami wnętrze kurczaka, zepnijcie go wykałaczkami by zachować farsz w środku.  

Natrzyjcie kurczaka przygotowaną marynatą, przełóżcie od rękawa do pieczenia, wstawcie do lodówki na co najmniej godzinę, by smaki się przegryzły.

Rozgrzejcie piekarnik do 175 stopni. Pieczcie przez 1,5 godziny. Następnie przetnijcie rękaw i dopiekajcie przez 20 minut.

Podawajcie na ciepło z domowymi frytkami. Smacznego!


* informacje na temat miodu drahimskiego pochodzą ze strony trzyznakismaku.pl

wtorek, 29 października 2013

Piękny Jaś i kiełbasa lisiecka. Fasolka po bretońsku. Jednogarnkowo.


Jedno słowo rzucone w trakcie spotkania z warszawskimi blogerami, a w sobotnie popołudnie odebrałam przygotowaną dla mnie promocyjną "paczkę". Jak tylko zobaczyłam w zestawie fasolę Piękny Jaś z Doliny Dunajca i kiełbasę lisiecką od razu przypomniał mi się przepis Polki na odchudzoną fasolkę po bretońsku. Od pomysłu do czynu nie minęło dużo czasu, bo już następnego dnia po kuchni rozchodził się cudowny zapach...

Pamiętacie mój wpis odnośnie kampanii "Trzy znaki smaku"? Wtedy również miałam okazję próbować tradycyjnych polskich produktów. Napisać o nich, że są pyszne, to za mało.  

Rzadko zdarza mi się aby urzekł mnie smak wędliny, której nie przygotowali moi rodzice. Jednak w przypadku lisieckiej nie sposób się nią nie zachwycać - aromatyczna, prawdziwie wędzona, a nie zamoczona w chemicznym odpowiedniku. Do tego pełnowartościowa, bo na każde 100g gotowego produktu wykorzystano 120g mięsa. Boszz... dawno już nie jadłam czegoś równie pysznego! Jeśli kiedykolwiek natraficie na nią w sklepie lub regionalnym targu, nie wahajcie się jej kupić! Gwarantuję Wam, że będziecie jej smakiem oczarowani i zdziwieni, że tak szybko jej ubywa.

A fasolka, jak się spodziewałam, była cudownie pyszna! Z lekkim wędzonym aromatem.


Odchudzona fasolka po bretońsku wg Polki

oryginalny przepis pochodzi z bloga Eweliny
(na duży garnek)

Składniki:
800g suchej fasoli Piękny Jaś
2 łyżki suszonego majeranku
600g kiełbasy lisieckiej
2 łyżki oliwy
2 cebule
4 duże ząbki czosnku
100g koncentratu pomidorowego
400ml przecieru pomidorowego
3 szklanki bulionu warzywnego
2 łyżeczki słodkiej papryki
3 łyżeczki ostrej wędzonej papryki
1 łyżka octu balsamicznego
1 łyżeczka wędzonej soli
1/4 łyżeczki brązowego cukru
1/4 łyżeczki suszonego tymianku
pieprz do smaku

Przygotowanie:
Fasolę zalejcie dużą ilością wody i odstawcie na noc do namoczenia. 

Następnego dnia rano odcedźcie fasolę, zalejcie ją ponownie wodą (powinno być jej dwa razy więcej), dodajcie majeranek i gotujcie do miękkości. Gdy już będzie miękka, zdejmijcie ją z ognia i zostawcie w wodzie, której się gotowała do całkowitego ostygnięcia. Po ostygnięciu odcedźcie ją.

Cebulę i czosnek obierzcie, drobno posiekajcie. Kiełbasę pokrójcie w ćwierćplasterki. 

W dużym garnku rozgrzejcie oliwę, dodajcie kiełbasę i smażcie do zrumienienia z obu stron. Dodajcie czosnek i cebulę, smażcie do zeszklenia. Dodajcie koncentrat pomidorowy i ugotowaną fasolę. Dodajcie passatę i bulion warzywnego i gotujcie na małym ogniu, aż połowa płynu odparuje. Dodajcie sól, oba rodzaje papryki, ocet balsamiczny i cukier. Doprawcie suszonym tymiankiem i pieprzem do smaku. 

Podawajcie od razu, choć moim zdaniem najlepsza jest następnego dnia. Smacznego!

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Kapusta włoska. Mielone mięso i ryż. Zwijamy gołąbki.

  
Uwielbiam czerwiec za różnorodność. Gdzie się nie rozejrzę same cudowne (wyczekiwane cały przednówek) smaki. Prawdziwe, dojrzewające na słońcu, a nie pod folią - truskawki, których smaku nie jest w stanie podrobić żadna e-witamina. Pierwsze czereśnie, nawet nie zawracam sobie głowy sprawdzaniem, czy nie ma w nich nadmiarowego białka, po prostu napawam się ich słodyczą. Do tego zielone szparagi, choć sezon na nie od jakiegoś czasu trwa, to ja ciągle nie mam ich dość!

Tym razem jednak mój wzrok pada na małą, niepozorną główkę włoskiej kapusty. Mama potrafi z niej wyczarować prawdziwe cudo - najlepsze i jednocześnie najprostsze gołąbki na świecie. Bazują na trzech podstawowych składnikach: kapuście włoskiej, mielonej wieprzowinie i ugotowanym ryżu. Do tego sos pomidorowy, też najprostszy.

Tak to wszystko proste, że aż się zastanawiam, czy nie za prosto jak na bloga, ale z drugiej strony tu liczy się smak, a ten wygrywa zdecydowanie!


Gołąbki najprostsze, jak od mamy (z młodej włoskiej kapusty z farszem mięsno-ryżowym)

przepis rodzinny
(na 10 sztuk)

Składniki:
1 główka młodej kapusty włoskiej
400g mięsa wieprzowego mielonego (z karkówki)
2/3 szklanki ugotowanego ryżu
1/2 szklanka passaty pomidorowej
1 ząbek czosnku
sól i pieprz do smaku
1 szklanka bulionu warzywnego

plus do dekoracji
gałązki koperku

Przygotowanie:
Do dużego garnka wlejcie tyle wody, by cała kapusta się w niej zanurzyła. Doprowadźcie wodę do wrzenia, lekko posólcie.

Kapustę obierzcie z wierzchnich liści (nie wyrzucajcie ich, przydadzą się potem), delikatnie wykrójcie głąb. Główkę wrzućcie do gotującej się wody, po około minucie wyciągnijcie wierzchnie liście, a potem wyciągajcie kolejne. Wkładajcie je do miski z zimną wodą, by się lekko zahartowały. Następnie wyłóżcie je na sitko, by ociekły z nadmiaru wody.

W misce wymieszajcie mięso z ugotowanym ryżem, doprawcie porządnie solą i pieprzem (przyprawy musi być mocno czuć, by po połączeniu z kapustą nie były mdłe). 

Delikatnie odetnijcie nożem zgrubiałe nerwy, dzięki temu liście staną się bardziej elastyczne i łatwiej będzie się je zwijało. Na liść nakładajcie farsz (w zależności od wielkości liścia) na około 1/3 długości (od odciętego głąba). Następnie zwińcie najpierw boki liści, a potem podstawę i tak do końca.

Na dno garnka, w którym będziecie gotować gołąbki, wyłóżcie wierzchnimi liśćmi kapusty (zapobiegnie to przypaleniu). Gotowe gołąbki ułóżcie szczelnie i zalejcie szklanką bulionu warzywnego. Gotujcie na małym ogniu przez 20 minut.

W małym rondlu podgrzejcie passatę, doprawcie przeciśniętym przez praskę czosnkiem oraz odrobiną soli i pieprzu. Gotujcie przez kilka minut, by lekko odparować nadmiar wody z pomidorów.

Na gotowe gołąbki wylejcie przygotowany sos pomidorowy, udekorujcie obficie koperkiem. Podawajcie na ciepło. Smacznego!

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Niepalona kasza gryczana. Czerwona cebula. Pieczarki i por. Wiosna at last!


W końcu można odetchnąć pełną piersią bez obawy, że mroźne powietrze będzie rozsadzało płuca. W tym roku wiosna przyszła nagle, choć wyczekiwałam jej co najmniej od miesiąca. Zaskoczyła mnie gdy siedziałam w auli. Czułam promienie słońca na karku. Co jakiś czas wzrok sam się odwracał do okna...

Jak ja żałowałam, że nie można otworzyć okna. Ja rozumiem klimatyzacja klimatyzacją, ale nie ma nic lepszego niż wiosenne powietrze! Siedziałam więc, słuchałam i czekałam aż będę mogła opuścić mury uczelni, wyjść na dwór... W końcu będę mogła wystawić twarz do słońca, którego zima w tym roku naprawdę nam poskąpiła. Nie zawiodłam się. Ba, nawet kilka przystanków przeszłam na piechotę by tylko móc docenić pogodę.

Gdy dotarłam do domu raczej nie miałam weny do gotowania. Ciągnęło mnie na powietrze! Znam dobrze kaprysy naszego klimatu, więc nie chciałam zmarnować ani jednego promienia słońca. Zrobiłam szybki przegląd szafek i lodówki. Odnalazłam niepaloną kaszę gryczaną. Kombinowałam, co chwila zaglądając do lodówki. Ostatecznie zdecydowałam się na czerwoną cebulę, por i pieczarki. Do tego ocet balsamiczny. Wyszło smacznie, prosto, a co najważniejsze (prawie) zrobiło się samo!

Kasza gryczana z czerwoną cebulą, porem i pieczarkami

przepis własny
(na 1 porcję)

Składniki:
3/4 szklanki kaszy gryczanej (niepalonej)
1,5 szklanki bulionu warzywnego
2 łyżki oliwy
około 10cm kawałek pora
1 mała czerwona cebula
6-8 małych pieczarek
1 łyżka octu balsamicznego
sól i czarny pieprz do smaku

Przygotowanie:
Kaszę gotujcie w bulionie pod przykryciem. Najpierw przez 5 minut na dużym ogniu, następnie przez 10-15 minut na małym ogniu (bulion powinien całkowicie odparować). Ściągnijcie garnek z ognia, owińcie go szczelnie ręcznikiem i odstawcie w ciepłe miejsce na czas przygotowywania reszty składników.

Pora pokrójcie w grubsze plasterki, zeszklijcie na łyżce oliwy, zdejmijcie z patelni. Pieczarki pokrójcie na ćwiartki, a cebulę w większe cząstki. Wrzućcie na patelnię, zeszklijcie na pozostałej oliwie. Dodajcie ocet balsamiczny, dokładnie wymieszajcie, by pokrył dokładnie pieczarki i cebulę. Smażcie jeszcze przez chwilę. Podsmażone składniki dodajcie do kaszy, doprawcie do smaku solą i czarnym pieprzem, dokładnie wymieszajcie.

Podawajcie od razu. Smacznego!