Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z alkoholem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z alkoholem. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 stycznia 2019

Gulasz wołowy z suszonymi śliwkami.

gulasz z suszonymi śliwkami

Lubię długo gotowane gulasze. Takie, które można zostawić same sobie i które na małym ogniu powoli będą pyrkotać i uwalniać pełnię smaku. Im mniej atencji i stania nad garnkiem tym lepiej. Raz na jakiś czas wystarczy jedynie przemieszać, by gulasz się nie przypalił. Taki właśnie jest ten gulasz wołowy z suszonymi śliwkami.

wtorek, 3 lipca 2018

Sticky chicken. Pomarańcza, chilli i sos sojowy.

 

Są takie potrawy, których jedzenie palcami sprawia wręcz perwersyjną przyjemność. Dzisiejszy przepis taki właśnie jest. Glazura sojowo-pomarańczowa jest tak nieprzyzwoicie klejąca, że nie sposób się opanować. Tylko czy warto się opanowywać?

piątek, 8 sierpnia 2014

Kurki i brandy. Pietruszka i pappardelle. Obiad błyskawiczny.


Mamy takie miejsce w lesie, że bez względu na to jak sucho jest, to wyjdziemy choć z garstką kurek. Wystarczy tylko wysiąść z auta i trochę poprzyglądać się ściółce i już kilka sztuk jest w garści. Potem tylko trzeba trochę się pokręcić po okolicy (dosłownie chodzić w kółko) i w koszyku ląduje kolejny żółty grzybek :)

Z garstką kurek nie poszaleję, ale na sos do makaronu dla dwóch osób z pewnością wystarczy. Mimo gorąca, warto nastawić wodę na makaron i przygotować ten szybki sos.


Pappardelle z kurkami (na brandy)

przepis własny
(na 2 porcje)

Składniki:
150g kurek
1 łyżka masła
1/4 szklanki brandy
2 łyżki drobno posiekanej natki pietruszki
2 łyżeczki drobno posiekanego rozmarynu
100ml śmietany 18%sól i pieprz do smaku
150g suchego makaronu

Przygotowanie:
Kurki oczyśćcie i pokrójcie na kawałki (mniejsze kurki wystarczy przekroić na pół). Na patelni rozpuśccie masło, rozgrzejcie. Dodajcie pokrojone kurki i smażcie przez 2-3 minuty, aż grzyby lekko zmiękną. Dolejcie brandy i gotujcie do czasu, aż alkohol odparuje. Na koniec dodajcie posiekane zioła i śmietanę. Doprawcie do smaku solą i świeżo zmielonym pieprzem. Odstawcie na bok na czas przygotowywania makaronu.

Makaron ugotujcie al dente w osolonej wodzie z gałązką rozmarynu. Osączcie na durszlaku, odlejcie ok. 1/4 szklanki wody z gotowania makaronu.

Makaron dodajcie do przygotowanego sosu, dokładnie wymieszajcie. Jeśli sos jest zbyt gęsty dodajcie wodę z gotowania makaronu.

Podawajcie od razu udekorowane natką pietruszki. Smacznego!

środa, 23 lipca 2014

Płatki jęczmienne i amarantus. Jagody goji i amaretto. Ciasteczka.


Jakiś czas temu zakupiłam jagody goji. Najczęściej zużywam je do koktajli. Połówek lubi podjadać je same. Mówi, że smakują trochę jak czerwone rodzynki :) Gdy tylko usłyszałam od niego ten komentarz, to w głowie zakiełkował pomysł na przygotowanie ciastek z ich dodatkiem. Nasączone w amaretto smakują obłędnie.

Gdy tylko nadarzyła się okazja, by kogoś lubiącego łakocie nakarmić, to nie wahałam się ani chwili i z samego rana odpaliłam piekarnik (w ubiegłym tygodniu jeszcze działał :) ). I zabrałam się do odmierzania składników, mieszania i lepienia słodkich kulek. Chyba Wam już kiedyś pisałam, że potrafię wpaść w ciąg pieczenia ciasteczek. Relaksuje mnie to i sprawia dużo frajdy. Zwłaszcza, gdy te moje kuchenne eksperymenty się udają. Tym razem udały się wyśmienicie. Zresztą tylko na nie spójrzcie :)


Ciasteczka jęczmienno-amarantusowe z jagodami goji

przepis własny
(na 24 sztuki)

Składniki:
2/3 szklanki płatków jęczmiennych
1/3 szklanki ekspandowanego amarantusa
1 szklanka mąki pszennej (typ 450)
1/3 szklanka mąki pszennej razowej (typ 2000)
3/4 szklanki brązowego cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
3 łyżki jagód goji
2 łyżki wrzątku
2 łyżki amaretto
1 jajko
100g masła (w temperaturze pokojowej)

Przygotowanie:
Do małej miseczki wrzućcie jagody goji, zalejcie wrzątkiem i amaretto. Odstawcie do nasączenia przez 30 minut.

Rozgrzejcie piekarnik do 175 stopni (górna i dolna grzałka).

W dużej misce wymieszajcie wszystkie suche składniki. Dodajcie  nasączone jagody (razem z wodą i amaretto), jajko i masło, wyróbcie dłońmi. Gdy powstanie jednolita masa nabierajcie po łyżce stołowej przygotowanej masy i formujcie wilgotnymi dłońmi kulki. Układajcie je na wyłożonej papierem do pieczenia blasze (po 16 sztuk na blachę). 

Wstawcie do nagrzanego piekarnika i pieczcie przez 25 minut. Po wyciągnięciu z piekarnika studźcie na kratce (ciastka jeszcze będą miękkie).

Przechowujcie w szczelnie zamkniętym pudełku. Smacznego!

niedziela, 1 czerwca 2014

Pomidory i rabarbar. Brandy i bulion warzywny. Sos barbeque.


Wsiadam do auta (ciągle jako pasażer) i czekam, aż Luby przekręci kluczyk w stacyjce... Zwykle zaraz potem następuje ten znajomy warkot, na który z reguły się nie zwracam uwagi, bo szeroka droga przed nami. Tym razem jednak nic takiego się nie wydarzyło, a była nas cała gromadka. Oczekiwaliśmy raczej wyprawy za miasto, kiełbasek pieczonych nad ogniskiem, ziemniaków z ogniska i niedzielnego biegania po lesie. Niestety rzeczywistość niecnie pokrzyżowała nasze plany.

Godzinna akcja reanimacja rozładowanemu akumulatorowi nie pomogła, więc postanowiliśmy zostać w domu. Mama Połówka ugościła nas pyszną karkówką z młodą kapustą. Do tego mega wielki puchar lodów. I można się odturlać do domu :)

***

A ja miałam ze sobą w torebce mały słoiczek pomidorowo-rabarbarowego sosu barbeque, który do kiełbasek pasowałby idealnie. Na szczęście sezon ogniskowo-grillowy dopiero nabiera rozpędu, więc jeszcze nie raz go użyję. Wam pokazuję go już dziś, bo warto go wykorzystać przy najbliższym weekendowym grillowaniu.


Pomidorowo-rabarbarowy sos barbeque

inspiracja pochodzi ze strony dinnerwithjulie.com
(na 1 szklankę sosu) 

Składniki:
1 łyżka oliwy
1 cebula
1 szklanka drobno pokrojonego rabarbaru (ok. 275g)
3 łyżki brązowego cukru
2 łyżki brandy
1 puszka krojonych pomidorów
1 łyżeczka ostrej papryki
1/2 szklanki bulionu warzywnego
świeżo młotkowany pieprz
sól do smaku

Przygotowanie: 
Cebulę pokrójcie w drobną kostkę. Rabarbar pokrójcie na małe kawałki.

Na patelni rozgrzejcie oliwę. Dodajcie pokrojone cebulę i rabarbar, zeszklijcie. Dodajcie brązowy cukier, podsmażajcie przez chwilę. Gdy cukier się rozpuści, dodajcie brandy, ponownie wymieszajcie. Gdy alkohol odparuje, dodajcie pomidory z puszki, ostrą paprykę i bulion. Gotujcie przez 35-40 minut na wolnym ogniu, aż nadmiar płynu odparuje.

Na koniec zmiksujcie, doprawcie pieprzem i solą do smaku.

Smacznego!

niedziela, 23 lutego 2014

Masło, jajko i cukier. Wanilia i amaretto. Magdalenki.


Nie wiem dlaczego z lekkim ociąganiem zbierałam się do upieczenia magdalenek. Teraz gdy siedzę i popijam je świeżo zaparzoną kawą, zastanawiam się skąd się ta obawa wzięła. Być może stąd, że to typowy francuski wypiek, a większość takich kojarzy mi się z karkołomnymi wielowątkowymi przepisami. Skojarzenie to jedno, a rzeczywistość to drugie. Na moje szczęście okazało się, że francuskie ciasteczka wcale nie są takie trudne. 

Ta waniliowa wersja zachwyca nie tylko smakiem, ale i zapachem. Są idealne do poobiedniej kawy.

    


Waniliowe magdalenki

oryginalny przepis pochodzi z miesięcznika Kuchnia (wydanie 12/2012, s. 46)
(na 9 sztuk)

Składniki:
na ciastka:
5 łyżek masła
1 duże jajko
1/3 szklanki cukru
szczypta soli
1 łyżeczka amaretto
1/2 łyżeczki pasty waniliowej
1/2 szklanki mąki

plus 
masło do wysmarowania formy
cukier puder do oprószenia

Przygotowanie:
W rondelku podgrzewajcie masło, aż się zrumieni, odstawcie na bok do ostudzenia. 

Jajko utrzyjcie razem z cukrem i szczyptą soli na puszystą masę. Wlejcie amaretto, dodajcie pastę waniliową, delikatnie wymieszajcie. Porcjami dodawajcie mąkę i roztopione masło, delikatnie wymieszajcie. Ciasto wstawcie do lodówki na 45 minut.

Piekarnik rozgrzejcie do 175 stopni (górna i dolna grzałka).

Foremkę do magdalenek wysmarujcie masłem. Do każdego dołka włóżcie po czubatej łyżce schłodzonego ciasta. 

Pieczcie na złoto przez 12 minut. Po wyciągnięciu z piekarnika studźcie przez kilka minut w formie, a potem na kratce.

Podawajcie całkowicie ostudzone, oprószone cukrem pudrem. Smacznego!

środa, 1 stycznia 2014

Kakao i pasta waniliowa. Mleko i śmietanka. Na spirytusie. Nalewka.


Jak się Wam podoba 2014 rok? Macie już jakieś zdanie na temat tego niemowlaka? Jakieś oczekiwania?

My zaczęliśmy go od domowej nalewki, którą zobaczyłam w ostatnim numerze Kukbuka. Jak to często bywa, nie byłam w stanie trzymać się receptury. Powstała więc moja luźno inspirowana nalewka kakaowa. Dziś już wiem, że jeśli cały rok będzie jak ta nalewka, to zapowiada się wspaniale! Warto było czekać na nią trzy tygodnie :)

Do siego 2014 roku!


Nalewka kakaowa z wanilią

oryginalny przepis pochodzi z Kukbuka (numer 6, s. 165)
(na 1,3l)

Składniki:
etap 1:
3 szklanki mleka
2/3 szklanki śmietanki 30%
150g kakao
2/3 szklanki cukru pudru
1/2 łyżeczki pasty waniliowej
3/4 szklanki spirytusu

etap2:
1 i 1/2 szklanki wody
1 szklanka cukru
10 goździków

Przygotowanie:
Wszystkie składniki z pierwszego etapu (bez spirytusu) zagotujcie w garnku o grubym dnie. Mieszajcie cały czas, żeby się nie przypaliło. Całkowicie wystudźcie, dolejcie spirytus, dokładnie wymieszajcie. Przelejcie do słoika*, szczelnie zamknijcie. Odstawcie na tydzień, żeby smaki się przegryzły.

Po tygodniu pora przejść do etapu drugiego. W małym garnku zagotujcie wodę razem z goździkami, gdy tylko woda zacznie wrzeć zdejmijcie garnek z ognia. Dodajcie cukier i mieszajcie, aż się całkowicie rozpuści. Odstawcie na bok do całkowitego ostygnięcia, wyjmijcie goździki. Wlejcie do przygotowanej wcześniej kakaowo-spirytusowej mikstury, odstawcie co najmniej na dwa tygodnie.

A po dwóch tygodniach... Na zdrowie!


* nalewka jest bardzo gęsta, dlatego w tym pierwszym etapie lepiej ją przechowywać w słoiczku niż w butelce.

niedziela, 13 października 2013

Mleczko kokosowe i wanilia. Figi, likier i woda różana. Panna cotta.


Gdybym rok temu dała się przekonać koleżance, że panna cotta jest taka banalnie prosta pewnie zajadałabym się jej domową wersją przez całe lato. Czasem jednak tak bywa, że do wszystkiego trzeba dojrzeć :) Teraz żałuję, bo tyle owoców przegapiłam - truskawki, poziomki, maliny, jeżyny...

Na szczęście moim warzywniaku można dostać bardzo dojrzałe figi, które w połączeniu z delikatnością mleczka kokosowego spisują się idealnie.


Kokosowa panna cotta z syropem figowym

inspiracja pochodzi z bloga inspiringtheeveryday.com
(na 4 sztuki)

Składniki:
1 puszka mleczka kokosowego (400ml)
100ml śmietanki kremówki
1/2 szklanki cukru pudru
nasiona z 1/2 laski wanilii
3 (płaskie) łyżeczki żelatyny
2 łyżki ciepłej wody
1 duża figa (lub 2 małe)
1 łyżka likieru Grand Marnier
1 łyżka wody różanej
1 łyżka wody

Przygotowanie:
W małej miseczce wymieszajcie żelatynę z wodą, odstawcie na kilka minut do namoczenia.

Do małego garnka wlejcie mleczko kokosowe, dodajcie 1/4 szklanki cukru pudru i ziarenka wanilii. Mieszajcie na małym ogniu, aż cukier się rozpuści (nie może się zagotować!). Dodajcie namoczoną żelatynę i mieszajcie do czasu, aż całkowicie się rozpuści. Gorące rozlejcie do słoiczków/miseczek, odstawcie do ostygnięcia, a następnie wstawcie do lodówki na minimum 4 godziny.
 
Na patelni wymieszajcie likier, wodę i wodę różaną, dodajcie cukier, gdy się roztopi dodajcie pokrojoną na ćwiartki figę. Duście na małym ogniu (dosłownie przez 2-3 minuty), aż uwolni swój aromat i odda kolor. Odstawcie na bok do lekkiego ostygnięcia.

Gdy panna cotta będzie już odpowiednio schłodzona rozlejcie syrop po równo na każdą porcję, na wierzchu ułóżcie po kawałku figi. Smacznego!

poniedziałek, 7 października 2013

Borowiki i tymianek. Razowe arborio i białe wino. Risotto.


Mieszkając w samym centrum miasta zwłaszcza jesienią tęsknię do lasów, do zmieniającej się z każdym dniem przyrody, mieniących się kolorami liści... Wczoraj udało nam się z Połówkiem wyskoczyć na wycieczkę za miasto. Las - jak miałam nadzieję całą drogę - pachniał grzybami napawając optymizmem na duże zbiory. Ostatecznie wyszliśmy z lasu po trzech godzinach z dwoma koszami wypełnionymi maślakami (w większości), poza  tym trafiły się jeszcze podgrzybki, borowiki i mała kania.

Tym razem do torebki zabrałam ze sobą aparat i udało mi się uchwycić kilka okazów (niekoniecznie jadalnych).


Po powrocie do domu wraz z każdym obranym maślakiem malała moja radość z ich zbierania. Obieranie ich z wilgotnej skórki nie jest moim ulubionym zajęciem. Na szczęście pierwsze "czyszczenie" zrobiliśmy z Połówkiem jeszcze na działce, pozbyliśmy się całości igliwia i trawy. Dzięki temu moja późniejsza praca, była o niebo łatwiejsza, choć i tak kręgosłup na koniec dawał o sobie znać.

Ku pokrzepieniu przypomniałam sobie o ostatnim wydaniu KUKBUKa i przepisie na risotto, które aż ze stron magazynu pachnie lasem. Jeśli podobnie jak ja odczuwacie leśny niedosyt, to koniecznie musicie je zrobić. Zapach grzybów i sera pleśniowego przyciągnie domowników do kuchni w tempie ekspresowym.


Risotto tymiankowe z prawdziwkami i serem pleśniowym

inspiracja Kukbuk (nr 5 s.114)
na 2 porcje

Składniki:
1 szklanka razowego ryżu arborio
1/2 szklanki białego wina
1 łyżka tymianku (świeżych igiełek)
2-2,5 szklanki bulionu warzywnego
4 łyżeczki klarowanego masła
1 mała cebula
4 małe prawdziwki
1 łyżka sera lazur z zieloną pleśnią
sól i pieprz do smaku

plus do dekoracji
kilka gałązek tymianku

Przygotowanie:
W rondlu rozgrzejcie 1 łyżkę masła, zeszklijcie na nią drobno posiekaną cebulę. Dodajcie ryż, dokładnie wymieszajcie, by masło pokryło każde ziarenko ryżu. Wlejcie wino, dajcie mu chwilę by alkohol odparował. Następnie dodajcie tymianek, dolejcie 1/4 szklanki bulionu, gdy odparuje dolejcie znowu. Powtarzajcie tę czynność cały czas mieszając, aż ryż będzie miękki (choć nie rozgotowany).

Na patelni rozgrzejcie łyżeczkę masła. Prawdziwki przekrójcie wzdłuż i podsmażcie z obu stron na złoto. Trzy z nich pokrójcie w plasterki, a dwa kawałki zostawcie w całości do dekoracji.

Dodajcie pokrojone kawałki borowików, ser i dokładnie wymieszajcie. Podawajcie od razu, udekorowane połówką usmażonego grzyba i gałązkami tymianku. Smacznego!

piątek, 6 września 2013

Śliwki i tymianek. Grand Marnier. Ciasto na rauszu.


Gdy będziecie czytać tego posta, ja pewnie będę wysoko w przestworzach. O tak! Urlop (choć krótki) czas zacząć. Przed spaniem rzuciłam jeszcze okiem na torbę podróżną zastanawiając się, czy jest w niej wszystko czego potrzebuję. Ubrania czekają wyprasowane na krześle w salonie. Nic tylko założyć je rano, włożyć buty, założyć plecak, wziąć torbę i zamknąć drzwi na klucz, na calusieńki tydzień.

Was zostawiam z ciastem śliwkowym. Prostym. Zdrowym, bo na mące razowej. Na rauszu, bo nasączonym grand marnier. Oprószonym cukrem pudrem jak u mamy :) Kto chce kawałek?


Razowe ciasto śliwkowe

inspiracja pochodzi ze strony dessertsforbreakfast.com
(na 3 foremki o średnicy 10cm)

Składniki:
4 dorodne śliwki
2 łyżki brązowego cukru
1 łyżka grand marnier
2-3 gałązki tymianku
200g mąki razowej
2 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
2 łyżeczki świeżych listków tymianku
127g masła (w temperaturze pokojowej)
1/2 szklanki brązowego cukru
2 duże jajka (lub 3 mniejsze)
2 łyżki mleka (opcjonalnie)

plus
masło do wysmarowania formy
bułka tarta/mąka do wysypania formy
cukier puder do dekoracji

Przygotowanie:
Śliwki wypestkujcie, pokrójcie w ćwiartki. Zalejcie grand marnier, dodajcie cukier i tymianek, dokładnie wymieszajcie. Odstawcie na co najmniej godzinę, aby śliwki przesiąknęły smakami.

Rozgrzejcie piekarnik do 175 stopni (górna i dolna grzałka). Formy do pieczenia wysmarujcie masłem i obsypcie bułką tartą/mąką. 

W misce wymieszajcie mąkę, proszek do pieczenia, sól i tymianek, odstawcie na chwilę.

W drugiej misce ubijcie masło z cukrem na puszystą masę. Dodajcie po jednym jajku na raz, dokładnie wmieszajcie zanim dodacie kolejne. Następnie stopniowo dodawajcie mąkę, jeśli masa będzie zbyt sucha, dodajcie mleko. Dokładnie wymieszajcie.

Rozłóżcie masę po równo do każdej foremki (na ok. 3/4 wysokości). Osączcie śliwki z marynaty, wciśnijcie je w wierzch ciasta, delikatnie dociskając.

Pieczcie przez 35 minut w rozgrzanym piekarniku (do suchego patyczka). Upieczone cisto wyciągnijcie z piekarnika, nasączcie marynatą w której macerowały się śliwki. Zostawcie do ostygnięcia, dopiero wtedy wyciągnijcie ciasta z foremek. Oprószcie cukrem pudrem i od razu podawajcie. Smacznego!

sobota, 8 grudnia 2012

Śliwki na spirytusie. Cynamon i goździki. Korzenna nalewka.


Jak na złość nie mogę znaleźć rękawiczek. Za oknem siarczysty mróz... Nie mogę się spóźnić, a czas goni. Trzeba wychodzić, by pojechać dalej. Trudno, schowam ręce do kieszeni. Teraz tego nie lubię, ale jak byłam nastolatką robiłam tak notorycznie.

Wracam zmarznięta. Przez chwilę upajam się ciepłem mieszkania. Wstawiam wodę na herbatę, ale zanim ją zrobię sięgam do barku. Tam czeka nalewka pachnąca korzennymi przyprawami i śliwkami. Wspaniale rozgrzewa. Pierwszy łyk, nie czuję alkoholu... a zaraz potem po ciele rozlewa się cudowne ciepło. Uwielbiam nalewki! 

Do tej pory raczyłam się pigwówką przygotowywaną przez mamę. W tym roku jednak po większej dostawie wysokoprocentowego alkoholu postanowiłam, że i ja spróbuję swoich sił w tej trudnej materii. Trochę poszukiwań idealnego przepisu, potem dwa wieczory zajęte przygotowaniem i po pół roku oczekiwania... efekt, który raduje serce. 

Taka domowa nalewka może być wspaniałym prezentem nie tylko Mikołajkowym, ale i świątecznym. Myślicie już o prezentach? A może macie już wszystkie? 


Korzenna nalewka śliwkowa

przepis znaleziony tu (oryginalnie pochodzi z książki M. Śleżańskiej "Kucharz Polski. 1635 praktycznych przepisów"); poniżej mój ze zmianami
(na około 1,7 litra nalewki)

Składniki:
1kg dojrzałych śliwek (zgodnie z przepisem użyłam węgierek)
dwa 10cm kawałki kory cynamonu
1 łyżeczka goździków
spirytus (około 1 litra)
1kg cukru
2 szklanki wody

Przygotowanie:
Śliwki dokładnie umyjcie, wyjmijcie pestki i ułóżcie w dużym słoju. Dodajcie cynamon i goździki (jeśli bardzo lubicie korzenny aromat goździków możecie dodać ich więcej). Całość zalejcie spirytusem. Odstawcie w ciemne miejsce na 6 tygodni. 

Po tym czasie wyciągnijcie śliwki*. Nalewkę przelejcie przez sito wyłożone gazą lub muślinem, żeby pozbyć się ewentualnego osadu i przypraw. W garnku podgrzejcie wodę z cukrem, tak by się rozpuścił. Do gorącego syropu dodajcie przefiltrowaną nalewkę. 

Rozlejcie do butelek i schowajcie ją na pół roku, aby "dojrzała". Smacznego!

* Śliwek nie wyrzucajcie, tylko przełóżcie je do słoja i zalejcie gorącym syropem cukrowym (40g cukru i 1 szklanki wody). Po około tygodnia śliwki będą gotowe do użycia, np. do słodkich wypieków.

wtorek, 16 października 2012

Rośnij duży, okrąglutki... Drożdżowy. Na piwie. World Bread Day 2012.



Kochani, dzisiaj w ramach World Bread Day 2012 chciałam się podzielić z Wami moim bochenkiem. Wierzę, że "smak chleba, którym się dzielimy nie ma sobie równych"*. A jeśli to jest domowy chleb, własnoręcznie wyrobiony i upieczony, to jego smak rośnie proporcjonalnie do miłości włożonej w jego przygotowanie.

World Bread Day 2012 - 7th edition! Bake loaf of bread on October 16 and blog about it!

Nie jest to typowy bochenek, jest trochę niegrzeczny, bo zamiast wody do jego przygotowania użyłam ciemnego piwa miodowego. Ten dodatek (plus miód gryczany) nadały mu ten charakterystyczny lekko słodki i goryczkowy smak. 

Podzielicie się nim z ukochanymi osobami. Dajcie im pajdę takiego chleba z ulubionymi dodatkami i pocałujcie na dzień dobry. Czy może być lepsze rozpoczęcie dnia?

* cyt. Antoine de Saint-Exupéry



Chleb drożdżowy na piwie miodowym

inspiracja pochodzi od Kornika
(na 1 bochenek)

Składniki:
2,5 szklanki mąki pszennej chlebowej (typ 650)
1 szklanka mąki pszennej razowej
1 opakowanie suchych drożdży (7g)
2 łyżeczki soli
1 szklanka ciemnego piwa (użyłam miodowego) [w temperaturze pokojowej]
3 łyżki oleju z pestek winogron
1 łyżka miodu gryczanego

UWAGA! Moja szklanka ma 250 ml.

plus 
do 4 łyżek mąki do wyrabiania ciasta

Przygotowanie:
Wszystkie składniki wymieszajcie w misce, wyrabiajcie przez chwilę łyżką. Przełóżcie na omączony blat i dalej wyrabiajcie, do momentu aż ciasto przestanie się lepić i będzie odchodzić od ręki (mi to zajęło około 10 minut). Uformujcie okrągły bochenek i odstawcie w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 1,5 do 2 godzin (ciasto powinno podwoić swoją objętość).

Po godzinie wstawcie kamień chlebowy do piekarnika (ustawcie go na dolnej półce) i rozgrzewajcie go przez minimum 40 minut w temperaturze 175 stopni. 

Gdy ciasto będzie wyrośnięte delikatnie przenieście i ułóżcie je na kamieniu. Pieczcie przez przez 15 minut w temperaturze 200 stopni (termoobieg z górną grzałką). Potem zmniejszcie temperaturę do 175 stopni i pieczcie przez kolejne 45 minut. 

Wyjmijcie z piekarnika, odłóżcie na kratkę do ostygnięcia. Smacznego!

sobota, 13 października 2012

Żółta pigwa. Jabłkowy cydr. Smażymy konfiturę.


W moim rodzinnym domu zimą królował syrop z pigwy (faktycznie z pigwowca, ale o tym dowiedziałam się jak już dawno z domu się wyprowadziłam). Idealnie zastępował cytrynę i do tego był z własnego ogródka.



Pigwy postanowiłam spróbować po raz pierwszy ubiegłym roku, ale dostępu do drzewa nie miałam. A te owoce, które jakoś wpadły mi w ręce szybko z nich wyfruwały, kolejny sezon obyłam się smakiem. 

Więc jak w tym roku zobaczyłam na fejsbuku pytanie: "Czy ktoś przygarnie pigwę?" Nie zastanawiam się dwa razy. Od razu napisałam do autorki tego pytania. I już po kilku dniach odbierałam od niej dwie reklamówki tych cudownie żółtych "jabłek". Twarde to, jak nie napiszę co, odcisków można się nabawić przy obieraniu.... Ale za to jak pachnie w domu podczas smażenia konfitury :) Żaden odcisk, żaden ból pleców nie jest straszny.

No powiedzcie, czy można było się im oprzeć?


Konfitura z pigwy z dodatkiem cydru

inspiracja pochodzi ze strony zdrowieznatury.blox.pl
(na 1300ml)

Składniki:
1,5 kg owoców pigwy
0,75kg cukru
sok z 1 cytryny
1 szklanka cydru
woda

Przygotowanie:
Pigwę obierzcie ze skórki, podzielcie na ćwiartki, usuńcie gniazda nasienne i pokrójcie w małe kawałki. Wrzućcie je do dużego garnka, skropcie sokiem z cytryny (żeby nie ściemniały) i zasypcie cukrem. Odstawcie w ciepłe miejsce na około pół godziny, owoce powinny puścić sok. 

Po tym czasie dodajcie szklankę cydru i tyle wody, aby przykryła owoce. Doprowadźcie do wrzenia, zmniejszcie ogień i gotujcie na małym ogniu do czasu, aż zawartość garnka zmniejszy się o połowę (mi to zajęło 2 godziny). Co jakiś czas mieszajcie, żeby konfitura się nie przypaliła. Zdejmijcie z ognia i dokładnie zmiksujcie.

Wkładajcie jeszcze ciepłą masę do wyparzonych słoików i pasteryzujcie przez 10-15 minut. Przechowujcie w ciemnym i chłodnym miejscu. Smacznego!

piątek, 31 sierpnia 2012

Morele, amaretto i wanilia. Morelove ciąg dalszy.


Wychodzę wcześniej z pracy i nogi same mnie niosą na pobliski bazarek. Stragany uginają się pod ciężarem kolorowych warzyw i owoców. O! Znowu są truskawki. Ze zdziwieniem słyszę, że to nasze, krajowe - późniejsza odmiana, bardzo słodka.


Przechodzę obok nich ciągle się zastanawiając, czy nie wziąć choć pół kilograma, żeby zjeść w drodze do domu. Ostatecznie idę dalej. Zauważyłam w końcu stoisko z tym, czego szukam. Dzisiaj w duszy mi grają morele, dokładnie miłosny trójkąt z wanilią i amaretto w roli głównej... 


Konfitura morelowa z amaretto i wanilią

przepis własny
(na 400ml)

Składniki:
450g moreli (wypestkowanych)
3 łyżki cukru
6 łyżek wody
2 łyżki amaretto
1/2 laski wanilii

Przygotowanie:
Morele pokrójcie na mniejsze kawałki (ja każdą połówkę dzielę jeszcze na cztery).

W małym rondlu podgrzejcie wodę, dodajcie cukier, wyskrobane nożem nasionka i laskę wanilii, podgrzewajcie do momentu aż cukier się rozpuści. Dodajcie pokrojone morele i amaretto, gotujcie na małym ogniu przez 20 minut (co jakiś czas mieszajcie, żeby konfitura się nie przypaliła).

Po tym czasie wyciągnijcie laskę wanilii i przełóżcie gotową konfiturę do wyparzonych słoiczków, dokładnie zakręćcie i pasteryzujcie przez 10-15 minut. Odstawcie do ostygnięcia. 

Przechowujcie w ciemnym miejscu. Konfitura im dłużej "stoi", tym bardziej przechodzi smakiem migdałów  i wanilii. Smacznego!

sobota, 25 sierpnia 2012

Śliwki i korzenne przyprawy. Na zimę. Konfitura.


Konfiturowe love zawładnęło mną w tym tygodniu. Dziś będzie śliwkowe love. Choć uwielbiam powidła, to jednak trzydniowe smażenie mnie przeraża i czekam na słoiczki, które zrobi moja Mama :) Aby jednak nie polegać całkowicie na zapasach rodzicielki szukam sposobu na szybsze przetwory.

A skoro śliwka zawiera dużo pektyn odpowiedzialnych za zagęszczenie konfitury, to można popuścić wodze fantazji i wybierać dodatki. Otworzyłam pojemniki z ulubionymi przyprawami i zapachniało... goździkami, cynamonem i gałką muszkatołową. Dodatek wina* zapewnił tej konfiturze cudowny kolor, bo motywem przewodnim tej konfitury był zimowy grzaniec. Na długie  wieczory lub skryte w mroku poranki będzie idealna - aromatyczna i rozgrzewająca.

* użyłam półwytrawnego ze szczepu syrah, ale równie dobrze możecie użyć Waszego ulubionego. Pamiętajcie, że jeśli wybierzecie wino słodkie, wtedy trzeba ograniczyć ilość cukru.


Konfitura śliwkowa z korzennymi przyprawami
przepis własny
(na 500ml)

Składniki:
600g śliwek (wypestkowanych)
1/2 szklanki czerwonego wina
4 łyżki wody
6 łyżek brązowego cukru
4 goździki
3 ziarna ziela angielskiego
6 ziarenek pieprzu
2 szczypty cynamonu
1 szczypta startej gałki muszkatołowej

Przygotowanie:
Goździki, ziele angielskie i pieprz utrzyjcie dokładnie w moździerzu. Śliwki pokrójcie na mniejsze kawałki. Wrzućcie do dużego rondla, dodajcie wino, wodę, cukier, utarte w moździerzu przyprawy, cynamon i gałkę muszkatołową. Dokładnie wymieszajcie i gotujcie na małym ogniu przez 25 minut (nadmiar płynu powinien odparować), co jakiś czas mieszajcie, aby konfitura się nie przypaliła.

Po tym czasie przełóżcie do wyparzonych słoiczków, dokładnie zakręćcie i pasteryzujcie przez 10 minut. Możecie konfitury nie pasteryzować i przechowywać ją w lodówce do miesiąca. Smacznego!